Archiwa kategorii: Imprezy, rajdy, wydarzenia

Dobry klimat w Warszawie czyli wystawa Warsaw Oldtimer Show 2019

Witam! Witam! Witam i o zdrowie pytam! Co mnie wprawiło w tak dobry humor?  Ptak, a konkretnie wystawa pojazdów zabytkowych w centrum wystawienniczym Ptak EXPO w Nadarzynie. Dla znawców tematu impreza znana i nawet ja, na swoim blogu opisywałem pierwszą edycję imprezy na tym obiekcie. Wystawa nosi nazwę Warsaw Oldtimer Show.

Z byłych hal wietnamsko-chińskich handlarzy zniknęły boksy, które akurat mi się podobały, bo były przeszklone i porządnie zrobione. Do takiej imprezy jak wystawa oldtimerów nadawały się idealnie, bo wstawiało się do boksu bryki i nie trzeba było kombinować ze słupkami, taśmami itp. Ale do hali expo to one pasowały średnio, no i zniknęły! Ale teraz hale wyglądają w środku lepiej, bardziej przestronnie.

Warsaw Oldtimer Show w Nadarzynie łapie dobry klimat, no i wreszcie zaczyna być poprawnie. Na wystawach pojazdów zabytkowych przestajemy pokazywać nowe porsche! Tutaj jak widać sprawy mają się poprawnie, nowe porsche tylko na parkingu.

Ale do rzeczy, bo nie o halach mam wam pisać, a o samochodach i stoiskach.

Na Warsaw Oldtimer Show przyjechałem samochodem i okazało się, że nie ma problemu z parkowaniem, co jest dużą zaletą i w dodatku nikt nie chce kasy! Super! Już mi się podoba! Zaparkowałem na tyłach hal i musiałem  przedreptać do hali pierwszej, a właściwie przedostatniej. Mówiąc po żołniersku, zaatakowałem od tyłu.

Pierwsze na co wlazłem to w połowie pustej hali stoją nowe mustangi w jednej linii i dwóch gości na krzesłach, w moim mniemaniu stróżujących, co by tych mustangów nikt nie skrzywdził. Trochę mnie to zaskoczyło, bo mustangi to takie amerykańskie plastiki z dużymi silnikami, jak to amerykany. Ale kreatywność  właścicieli podobna, trochę toporna i plastykowa żeby nie powiedzieć młotkowa. Aż się prosi żeby je poustawiać w jakiś ciekawy sposób, dodać informację o co ciekawszych czy starszych egzemplarzach i zaprosić paru uśmiechniętych właścicieli, którzy chętnie pokażą i opowiedzą o swoich samochodach. A nie dwóch smętnych gości cieciujących z kwaśną miną i skrzyżowanymi nogami. Jaki Pan taki kram!

W jaskini Alibaby i czterdziestu rozbójników czyli zlot właścicieli  Fordów Mustangów.
Nam strzelać nie kazano!

Ale okazało się, że panowie są w strefie bezbiletowej czyli trochę poza zawodami. W następnej hali świat mieni się kolorami i wspomnienie szarych mustangów oraz ich właścicieli prysnęło w kosmos!

Oczywiście od razu wlazłem na stoisko polskiej firmy Almar, która na dwustu metrach zaprezentowała absolutny hit tej wystawy i zakasowała całą konkurencję na tej imprezie, czyli przedwojenne mercedesy w perfekcyjny sposób odrestaurowane! Poziom odbudowy pojazdów jest taki sam, jak moich egzemplarzy, czyli lepiej już się nie da! Same pojazdy to perły marki mercedes, bo tylko tej firmy egzemplarze firma pokazała, ponieważ od 20-tu lat specjalizuje się w ich odbudowie. Same perły: 220 Cabriolet B czy model 290 Spezial Roadster! Abstrahując od zjawiskowości tych samochodów jest to też droga pozycja dla miłośników i kolekcjonerów. Trzeba mieć dużą forsę, bo zwykła forsa starczy tylko na jeden samochod! Ale co tu dużo pisać, zobaczcie sami.

Firma Almar odbudowuje mercedesy w ścisłej współpracy z mercedesem i ich działem historycznym, co widać po komorze silnika, bez udziwnień i upiększeń.
Wiem jak trzeba zrobić takie chromy i niestety wiem, ile to kosztuje. Ale sami przyznacie, że podcina efekt końcowy.
Ten samochód absolutnie był diamentem całej imprezy.
320 Cabriolet A – nie lubię tego modelu, ale ten jest naprawdę odrestaurowany perfekcyjnie.
Jak na mercedesa z lat 30-tych deska skromna, w żołnierskim stylu, ale same zegary ładne.
Czym jest wyłożona ta deska rozdzielcza? Masa perłowa? No teraz to można wziąść głęboki oddech za kierownicą, wstydu nie ma, jak ktoś zajrzy.
Po co było brać kobitę na wystawę pojazdów zabytkowych, zanudzi się na śmierć i jeszcze dostanie cellulitu od stania.
Co tu pisać, mam syndrom zaniżonego poczucia męskości jak widzę ten samochód! 290 Spezial Roadster i że ktoś się nie wstydzi nim jeździć!
290 Cabriolet A z 1933 roku, jak mówi episkopat, błyszczący a skromny!

Stoisko fajne i ciekawe zrobiło BMW klub Warszawa, które zasłynęło na pierwszej edycji imprezy w 2016 roku niezapomnianym Bikini Show! Tak chłopaki, tego się nie da zapomnieć i nawet upływ czasu nie niweluje mojej dziury w szarych komórkach po tym „szole“  W skrócie chodzi o to, że dziewczyny miały cyckami myć beemy, a jak przyszło co do czego był pogrom cellulitowy i parę nieśmiałych dziewczyn. Po szczegóły odsyłam do relacji z tej traumy (Warsaw Moto Show 2016! Czyli wreszcie zajebista impreza motoryzacyjna).

Ale ku mojemu zdumieniu na tej edycji na stoisku były ciekawe samochody przedwojenne i całość wystawy niesztampowa. Tym razem brawo chłopaki!

Stoisko klubu BMW Warszawa, naprawdę ciekawe samochody i co w tych czasach zanikające to samochody przedwojenne na wystawach, szacun!
To BMW Dixi jest bardzo ładnie odrestaurowane! No i samochodzik jest marzeniem wielu miłośników pojazdów zabytkowych!

Ogromnie pozytywne wrażenie zrobiło na mnie stoisko „Nornicy“ czyli klubu motocyklowego z Pruszkowa. Dlaczego Nornica? Nie mam pojęcia i bałem się zapytać, ale na następnej wystawie zrobię research tematu pochodzenia nazwy klubu. Na stoisku motocykle przenoszące chyba każdego w sentymentalną podróż. Czego tam nie było? Od kultowej ETZ-ty 250 przez W-ski, BMW Sahary po pięknie zachowane japończyki! Widać, że siła tego klubu i jego członków jest duża! Zazdroszczę! Obok mnie, w Legionowie, który ma już chyba z 50 tysięcy mieszkańców, nie mamy takiego klubu. Szkoda!

Pięknie odnowione Gold Wingi, serce się raduje!
Jasiowa Jawa na wystawie, wstyd się przyznać, że ja taką też miałem za młodu i nie pomiętam co się z nią stało.
Ładna kolekcja wuesek. Widać, że ktoś zadał sobie dużo trudu przy odbudowie. To pierwsze czerwone to Osa?
Kultowe BMW Sahara. Wiele lat temu, jak jeździłem do Łodzi na motoweteran bazar to sprzedawali takie Sahary odrestaurowane za 70 tyś złotych, a ja się pukałem w czoło, ile oni chcą. Teraz też kosztują 70 tysięcy, ale euro, o ile już nie więcej.
MZ ETZ 250. Pamiętasz Bianka jak się na takiej wygrzmociliśmy na przejeździe kolejowym we Wrocławiu w 1995 roku.
Sumienie mnie gryzie na widok Etezety bo taką sprzedałem chłopakom na wsi. Co ciekawe, na takiej mój znajomy Matthew z Washington przejechał z nami na Krym w 1995 roku, oczywiście bezproblemowo.  Potem byłem jej właścicielem.
Chłopaki z Nornicy zawsze dają czadu na wystawach ale teraz naprawdę zrobili Show!
Już wiemy skąd inspiracja w logu Nornicy, tylko nie wiemy co kryje się pod motocyklonamiotem.

W międzyczasie, przechodząc z hali do hali, wpadłem na pokaz jazdy akrobatycznej na Harleyu w wykonaniu Macieja Dopa, którego przedstawiać w świecie stuntu nie trzeba. Naprawdę wyczynia na nim cuda! Całość oglądało dużo widzów. Teraz stunterów jest sporo, ale jeszcze z 15 lat temu jechałem specjalnie do Bielawy na pokaz kaskadera motocyklowego Jean-Pierre Goya, który pracował na planie Bonda i dublował Pierce Brosnana na motocyklu BMW R 1200C. Jego show było wyjątkowe, do tej Bielawy jechało kilka tysięcy ludzi! To były czasy! A teraz i nasze chłopaki dobrze łyknęły temat!

Na zdjęciach statycznych trudno oddać atmosferę takiego pokazu.
Pokazy odbywały się pomiędzy halami i zawsze chętnie je oglądam. Jak widać,  w moich żyłach zawsze krąży gen motocyklisty.
Zsiada czy wsiada?
Do stuntu trzeba mieć talent, ja zapewne już w pierwszym dniu treningów bym się zabił !
Stoisko Macieja Dropa, gdzie sam mistrz wypoczywa zamaskowany oldtimerem.
Ale i ja ogrzewałem się w sławie Macieja. Tak prywatnie to przesympatyczny facet byle mu motocykla nie dawać!
Tylko nie myślcie, że on te wszystkie fikołki robi na fabrycznym motocyklu! Broń cię Panie Boże! Tutaj widać specjalną zębatkę i mega mocny łańcuch zakuty tak, aby się nie zerwał i smagnął po plecach!

Ale wracając do zwiedzania to nie przepadam za Jaguarami, ale znalazłem przepięknego XK 120 w kolorze jasno zielonym. Samochód jest ikoną w palecie jaguarów i został po raz pierwszy pokazany na wystawie w Londynie w 1948 roku (u nas wtedy była powojenna bieda a oni takie bryki jak ufo produkowali! To niesprawiedliwość dziejowa). Był to samochód ogólnie dostępny, który osiągał prędkość 120 mil, czyli jakieś 160 km/h stąd nazwa XK 120. Model był produkowany w latach 1940-1954. Model XK 120 był trzykrotnym triumfatorem wyścigu Lemans i innych bardzo znanych imprezach co przełożyło się na bardzo dużą sprzedaż. Każdy chciał mieć brykę, która pędzi jak szalona. Jest to samochód, który bez kompleksów uczestniczy we współczesnych rajdach oldtimerów takich jak Mille Miglia, Silverstone, Le Mans, czy Goodwood.

Zielony demon Jaguar XK 120 pochodzi z roku 1952 roku i ma sześciocylindrowy silnik o pojemności 3500 litrów i mocy 160 KM. Wyciągał 160 km na godzinę ale złośliwi mówią że tylko w snach! Aczkolwiek właściciel twierdzi, że jechał 162 km/h, bryka jest na sprzedaż, koszt to 400 tysięcy! Jak bym miał to bym brał!

Drugim samochodem, który ma ciekawą historię to Cadillac dla biednych czyli LaSalle z 1927 roku. Jest to kwadraciak z drewnianą budą i dużym silnikiem. Nazwa LaSalle sugeruje, że jest to samochód pochodzenia francuskiego, ale to tylko wybieg marketingowy bo jest to amerykanin z krwi i kości. Mechanika to kopia Cadillaca i z taką misją został zbudowany, aby zaspokoić emocjonalnie tych, których nie stać było na oryginał! Egzemplarz pokazany na Warsaw Oldtimer Show pochodzi z kolekcji Ceesa de Rijke, właściciela muzeum w Holandii w mieście Oostvoorne. W 2017 roku został zakupiony przez polskiego kolekcjonera.

Amerykanin udający francuza czyli Lasalle – Cadillac dla tych którzy nie mieli kasy!
Taka amerykańska syrenka Warszawska, cycki na wierzchu i rybi ogon! Ten Lasalle to i dla warszawiaków  byłby dobry.

Samochodem, który jest marzeniem nieco młodszych miłośników pojazdów zabytkowych to BMW ósemka z Japonii o mocy 320 KM. Nie wiem, czy właściciel nie podkolorował trochę tej mocy, ale nie ma co obrażać, bo może tyle ma. Podobno wsadził w niego 90 kawałków i teraz by chętnie sprzedał za 200 tysięcy. Trochę drogo! Ale samochód bez dwóch zdań wychuchany! Tylko brać!

Słuszny kolor czyli rewolucyjny czerwony (a podobno komunizm upadł a był też czerwony).
Samochodów wściekle czerwonych było w Ptaku zatrzęsienie, nie wierzycie? Proszę bardzo Duży Fiacior może być?
Kolejny  czerwony rumak to Polonez Truck, który bez dwóch zdań jest ciekawym egzemplarzem i którego już  znamy z Autonostalgii, gdzie zdobył pierwsze miejsce za samochód z PRL-u. Co ciekawe to oryginał z fabryki, gdzie wykonano tylko cztery egzemplarze z HDS-em o udźwigu 800 kg!
Przepiękny Steyer z lat 30-tych, cudnie odrestaurowany! Takiego bym chciał mieć!
Na targach zorganiozowano też Motobazar – na widocznym zdjęciu moi dostawcy kranika i lampy tylnej do Iża 49 z 1955 roku, którego obecnie odpalam, a raczej nie odpalam z braku czasu. Ale w przyszłym tygodniu już zepnę poślady.
Na terenie otwartym targów Klub BMW Warszawa zorganizował strefę dla swoich członków, każdy beemiarz mógł się pochwalić swoją bryką. Trochę brakowało grilla i piknikowej atmosfery, ale pomysł super!
Militaryści też byli z kopią Kubusia z Szarych Szeregów (to ten na pierwszym planie).
Dziecko w szoku! Tato! Auto w prezerwatywie!
Ale żeby MPPZ- zety reklamować (Mistrzostwa Polski Pojazdów Zabytkowych)? I to przedwojennym samochodem? A to one już nie wyzdychały na MPPZ- tach?
Austin Healey 3000 podobno to strasznie szybkie auto! Nigdy nie jeździłem, ale te bryki mają wierne grono miłośników!
Porządna knajpa na targach!
Co to? Ano lustro, które Ci powie że jesteś najpiękniejszy na świecie! Obecny na targach startup z interaktywnymi lustrami, rok temu też to wymyśliliśmy, tylko zabrakło sił na realizację!
Co to? Kto to? Wyścigówki Eko z recyklingu! Silniki na prąd
Tankujemy prąd i fru na OeS Rajdu Polski.
Co ciekawe, nadwozie jest wykonane z tworzywa wykonanego z odpadów, patent na zagospodarowanie odpadów! Mi się podoba!
Oprócz metalowej klatki buda jest z tworzywa, które wygląda na solidne, ale dziury nie zrobiłem żeby sprawdzić.
Który to kierowca tej ekologicznej fit rajdówki? Zgadniecie sami? Nie, nie ten najchudszy.
Na targach wyśledziłem repliki foteli RM 58 Modzelewskiego, ikony designu z PRL-u. Takie piękne to nigdy nie były. A wiecie ile kosztuje oryginał, których niewiele ocalało do dnia dzisiejszego? 170 tysięcy! Spadliście z fotela? Szybko lećcie na strych bo może został po dziadku.
Bez stoiska dla graczy internetowych to się nawet msza w kościele nie odbędzie!
Piękny ogórec! Na targach była możliwość przejażdżki tym sprzętem.
Pamiętam te ogórki jak były rejsowymi pojazdami PKS na trasie Jelenia Góra – Szklarska Poręba tylko nigdy nie były takie piękne i miały na tej trasie kosz na narty z tyłu, żeby się narciarze nie tarabanili z dechami do środka!
Był też młodszy San, też pamiętam!
Po sąsiedzku były targi elektroniki użytkowej MADE IN CHINA. Dioda 1 milimetrowa zrobiła na mnie duże wrażenie. jakie kolory – szok.
Tak wygląda matryca diody z bliska.
Na tej imprezie znalazłem też stoisko Tesli. trochę smętne, ale od kiedy to pokazuje się samochody na targach elektroniki? Świat się zmienia a raczej wraca do korzeni, bo początki motoryzacji to też były elektryki, tylko nikt już tego nie pamięta.
I na koniec to z czego słynie Polskie Rękodzieło Motoryzacyjne czyli firma restaurująca Pagody, podobno w Polsce obecnie restauruje ich się koło setki, kto to kupi? Ludzie, Panie, ludzie! Aczkolwiek poziom odbudowy tej firmy mi się podobał.

 

Autonostalgia bez nostalgii czyli tęsknota za lepszym

Po dłuższej przerwie postanowiłem wystawić się na, znanej już w Warszawie,  wystawie pojazdów zabytkowych o nazwie Autonostalgia. Imprezę wymyślił i organizuje do dzisiaj Mirek Bugajski, od dwóch lat z nowym partnerem biznesowym – Międzynarodowymi Targami Poznańskimi, które objęły część udziałów w tym biznesie. Wystawiałem się na pierwszej, drugiej oraz trzeciej edycji. W tym roku odbyła się już dziewiąta!

Decyzja o wystawieniu się na targach Autonostalgia wynikła z absolutnie błahej przyczyny, czyli miałem blisko z domu:) A jak wiadomo graty trzeba przewieźć, zawieźć itd.

Teraz pora na omówienie nowej lokalizacji tej imprezy. Jest to była hala Fabryki Samochodów Osobowych na ul. Modlińskiej. Właściciele tej hali to bardzo ciekawe osobowości warszawskiego biznesu. Pan Zbigniew Bogusz oraz synowie zakupili ten obiekt z wizją stworzenia tu centrum handlowego ale zawirowania biznesowe. a raczej finansowe, doprowadziły do stworzenia centrum wystawienniczego Global Expo, które moim zdaniem bardziej pasuje do tych hal (na tym terenie znajdują się dwie hale i duży budynek biurowy. Obecnie Global Expo funkcjonuje w jednej wyremontowanej hali).

Wjazd do Centrum Wystawienniczego Global Expo.
Mniejsza hala jeszcze nie oddana do eksploatacji.
Część biurowa Global Expo – jak widać całość ma spory potencjał i dobrą lokalizację!
Zdjęcie hali dwa lata temu po zakupie i pierwszych pracach polegających na oczyszczeniu suwnic i ramp hali. Hulał wtedy wiatr i gołębie. Teraz jest o wiele lepiej, aczkolwiek hala wydaje się mniejsza i niższa.
Czy coś wam mówi nazwisko właściciela Zbigniewa Bogusza?
Co młodsi właściciele pojazdów zabytkowych mogą nie wiedzieć, ale już wyjaśniam!

Z Panem Boguszem zetknąłem się bodajże w 1992 roku, w siermiężnej, jeszcze oddychającej powietrzem postkomunistycznym, Warszawie. Stworzył on wówczas pierwsze w Warszawie centrum handlowe o jedynej słusznej nazwie Bogusz Center. Lokalizacja to ul. Złota 44, czyli słynny wieżowiec projektu Liebeskinda (!). Wcześniej w tym miejscu znajdował się, wybudowany w 1991 roku pięciopiętrowy dom handlowy, w którym jedno całe piętro zajmował Pewex, a resztę wynajął pan Zbigniew. W domu towarowym Bogusz Center można było kupić towary luksusowe z całego świata. Pamiętam, że toczył on krucjaty z Pewexem z powodu zorganizowanej przez siebie pierwszej w Warszawie świątecznej stajenki, w której biegały żywe króliki, kozy, owieczki i co tam jeszcze – to już nie pamiętam! Ano ten wstrętny Pewex ślizgał się na tej stajence i zapraszał do niej swoich klientów! Zgroza!

Parę lat później zetknąłem się z Panem Boguszem przypadkowo w Józefowie pod Warszawą, gdzie mieszkałem. Prowadził on tam handel meblami Art Deco. Zakupiłem u niego nawet szafkę pod telewizor i mam ją do dzisiaj, ale przebranżowiłem na szafkę do przechowywania butów! Okazało się, że on też mieszka w Józefowie, nawet niedaleko mnie. Pamiętam, że miał straszną graciarnię na części posesji z różnymi dziwadłami, jak styropianowe rzeźby, pomniki i zdemontowane instalacje artystyczne. W 1998 roku Pan Bogusz dyskretnie przemknął się przez gazety z powodu śledztwa  w sprawie zaginionej ręki od rzeźby z Pałacu Kultury i Nauki.

I nagle miesiąc temu stał się bohaterem sporej afery. Publikację z Gazety Wyborczej autorstwa Tomasza Urzykowskiego przytaczam w całości ze względu na jej arcyciekawą treść, która przybliży wam temat.

PAŁAC ŻĄDA „PRZYJAŹNI“

Zarząd Pałacu Kultury i Nauki chce odzyskać słynną rzeźbę Aliny Szapocznikow „Przyjaźń“, którą w 1992 r. kazał wyrzucić z gmachu ówczesny dyrektor. Dzieło wybitnej artystki zabrał wtedy prywatny przedsiębiorca. Po 27 latach wystawia ją na sprzedaż.

Licytację zapowiedział Dom Aukcyjny „Desa Unicum“. W rozesłanym w środę komunikacie zaprosił do oglądania „Przyjaźni“ od 28 marca (dopisek mój – chodzi o 2019 r.).

Wartość rzeźby, która jest niekompletna (brakuje sztandaru i rąk przedstawionych postaci), oszacowano na 600-900 tyś. zł.

Wiadomość o licytacji postawiła na nogi zarząd Pałacu Kultury i Nauki. Wystąpił wczoraj do sądu o zabezpieczenie rzeźby, a od Desy Unicum zażądał wycofania  „Przyjaźni“ ze sprzedaży i jej bezzwłocznego zwrotu, informując, że z mocy ustawy samorządowej z 10 maja 1990 roku i decyzji wojewody z 7 listopada 1991r., jest ona własnością m.st. Warszawy „Wobec powyższego wyrażamy kategoryczny sprzeciw wobec wystawiania na aukcję przedmiotowej rzeźby celem sprzedaży. Rzeźba ta stanowi nielegalnie odłączoną część składową wpisanego do rejestru zabytków  obiektu Pałac Kultury i Nauki w Warszawie“ – stwierdziło w piśmie do domu aukcyjnego kierownictwo PKiN. Zagroziło, że „w razie niewydania rzeźby legalnemu jej właścicielowi, tzn. Miastu Stołecznemu Warszawie reprezentowanemu przez Spółkę Zarząd Pałacu Kultury i Nauki Sp. z o.o., wszczęte zostanie sądowe postępowanie o wydanie rzeczy“

Odlana z brązu „Przyjaźń“ przez prawie 40 lat znajdowała się w głównym holu PKiN. Powstała w wyniku konkursu zorganizowanego w 1953 roku na pomnik przyjaźni polsko-radzieckiej. Alina Szapocznikow przedstawiła dwóch mężczyzn w braterskim uścisku, trzymających oparty o ziemię sztandar. Jej dzieło wysoko ocenili historycy sztuki. W 1992 roku ówczesny dyrektor PKiN Waldemar Sawicki kazał wyrzucić „Przyjaźń“ na złom. Zajęła się tym firma Zbigniewa Bogusza. Przedsiębiorca miał podobno dostać rzeźbę w rozliczeniu za prace, ale nie ma na to dowodu na piśmie. W 1998 roku dziennikarki „Wyborczej“ Katarzyna Bielas i Dorota Jarecka dotarły za to do protokołu likwidacyjnego środka trwałego/przedmiotu nietrwałego z 16 maja 1992r., w którym wymieniono „Przyjaźń“. Podczas wynoszenia z PKiN posągi pozbawiono rąk i sztandaru, bo nie mieściły się w drzwiach. Bogusz zamiast na złomowisko zawiózł je na swoją posesję w podwarszawskim Józefowie. Cztery lata później odwiedziły go nasze dziennikarki. Mówił, że chce oddać rzeźbę któremuś z muzeów, ale żadne nie było zainteresowane. Socrealizm był w tamtym czasie źle widziany – wspomina Bielas. W 2007 roku PKiN został zabytkiem, a jego zarząd wyraził chęć odzyskania dzieła Aliny Szapocznikowej. O powrót „Przyjaźni“ na dawne miejsce upomniał się także stołeczny konserwator zabytków „Ta rzeźba była częścią wystroju Pałacu. Jej usunięcie to ewidentna kradzież. To, że jednemu panu dyrektorowi się nie podobała, nie jest powodem by ją wyrzucać“ – oświadczyła wtedy Agnieszka Kasprzak-Miler z biura konserwatora. Przedsiębiorca nie zamierzał już jednak oddać posągów.

– Nie ma dokumentu, który potwierdzałby przekazanie rzeźby temu panu. Zrobiliśmy rozeznanie wśród naszych wieloletnich pracowników i nikt z nich nie pamięta takiej darowizny. Nie zachował się też u nas protokół likwidacyjny z 1992 roku. Ale sam fakt wykreślenia obiektu ze stanu nie oznacza, że ktoś może go sobie zabrać – mówi Sebastian Wierzbicki, wiceprezes zarządu PKiN.

Co na to Desa Unicum? Reprezentująca go Agnieszka Marszał przesyła nam stanowisko zarządu firmy: „Sprawa własności „Przyjaźni“ jest bezdyskusyjna. Właściciel nie posiada dokumentu potwierdzającego decyzję o likwidacji i przekazaniu mu rzeźby, natomiast taki dokument – co jest wiedzą powszechną – znajdował się w archiwum PKiN. Istnienia dokumentu nikt nie podważa i nie podważał, wielu świadków, a także relacje medialne potwierdzają jego treść. Ani właściciel, ani dom aukcyjny nie odpowiadają za to, że dokumentu „nie można dziś znaleźć w archimum PKiN“ Jeśli własność dzieła sztuki nie budzi wątpliwości – a tak jest w tym przypadku – to zgodnie ze standardami każdego domu aukcyjnego na świecie można takie dzieło wystawić na sprzedaż“

Czy Desa Unicum wstrzyma aukcję? Agnieszka Marszał odpowiada: „Nie widzimy podstaw, aby PKiN mógł „ odzyskać“ rzeźbę, która od 27 lat do niego nie należy, którą sam 27 lat temu z własnej woli kazał „zlikwidować“  i przekazał w rozliczeniu za usługę „likwidacji“.

Zdjęcie pomnika z archiwum gazeta.pl, pomnik stoi jeszcze w holu Pałacu Kultury i Nauki
Zdjęcie z domu aukcyjnego Desa Unicum, jak widać kapitalizm nie był łaskawy dla tego dzieła sztuki. Bardzo szkoda że nie szanujemy własnej historii.

Tuż przed oddaniem tego artykułu do druku dotarła do nas wiadomość, że w poniedziałek rano dojdzie do spotkania przedstawicieli PKiN i Desy Unicum“.

Mam nadzieję, że temat jest ciekawy, nie wiem jak sprawa się zakończyła, bo zrobiło się cicho, a artykuł w „Wyborczej“ pochodzi sprzed miesiąca.

Osobiście uważam, że ówczesny dyrektor PKiN miał nieuruchomioną funkcję myślenia, ponieważ Szaposznikow już wtedy była bardzo znana na świecie a resztę możecie sami ocenić! A tak swoją drogą to Pan Zbigniew Bogusz ma ciekawszą historię niż co niektóre zabytki motoryzacji na wystawie!

Dosyć plotek, wracamy do samej imprezy. Zorganizowałem duże 100-metrowe stoisko, aby pokazać samochody, które możecie zobaczyć i poczytać o ich odbudowie na moim blogu. Są to trzy pojazdy, czyli Essex Super Six z 1927, Ford Model T z 1924 oraz Polski Fiat 518 z 1933 roku. Pokazałem też motocykle czyli Iża 49 z 1955 roku, MV Agustę w oryginalnym stanie z 1964 roku oraz z 1991 roku Peugetota XP AV – motorower, który wykonał Peugeot jako kopię Hondy 125, co skończyło się kosmiczną awanturą i zaprzestaniem produkcji. Dodatkowo pokazałem też ikony PRL-owskiego designu czyli cztery fotele RM 58 Modzelewskiego.

Ikony zabytkowej motoryzacji z naszej kolekcji, oczywiście na czerwonym dywanie. Konkurencji opadły szczęki!
Pokazaliśmy też kultowe fotele RM 58 Modzelewskiego, które pochodzą z  mojej i Bianki kolekcji mebli PRL.
Jedną z ciekawostek naszego stoiska były motocykle.  Na pierwszym planie Iż 49 produkcji Iżewskiej Fabryki Motocykli z 1955 roku. Kupiłem  go w wieku 20-tu lat od chłopa pod Rawiczem i wyremontowałem w tamtych siermiężnych czasach. Nigdy nie był produkowany w takim kolorze, ale młodość to rewolucja, też jak widać w kolorach!
Pokazaliśmy też wyścigową MV Agustę w stanie nierestaurowanym. Do dzisiaj ta firma produkuje jedne z najdroższych motocykli wyścigowych. Po ożebrowaniu cylindra widać, że i w tamtych czasach motocykl miał potencjał !

Nazwa TS Regle na stoisku to nasza druga natura czyli klub biegowy ze Szklarskiej Poręby, który mnie i Biankę trenuje! Namawialiśmy więc do biegania posiadaczy pojazdów zabytkowych:)

Sama hala zrobiła na mnie dobre wrażenie. Łatwa logistyka i sam klimat hali z suwnicami i wyposażeniem fabryki FSO – to wszystko robi wrażenie.

Teraz o stoiskach innych klubów, bo przecież swojego nie będę chwalił! Bardzo duże stoisko zrobił klub CCC czyli Casual Classic Club. Prezesem klubu jest pochodząca z Holandii Tess, która od kilku lat mieszka wraz z mężem Paulem w Polsce i robi tu biznesy m in. w branży farmaceutycznej. Na Autonostalgii zorganizowali oni całą strefę o nazwie British Luxury Cars. W klubie znajdują się członkowie rekrutowani głównie z wysokich stanowisk kierowniczych i właścicele dużych firm zagranicznych. Wszystkich wiążą wspólne biznesy i prawie wszyscy są głównie anglojęzyczni. Hermetyczne środowisko nie zapraszające do swojego grona  osób postronnych. Flagowym samochodem Tess jest szary wyścigowy Bentley Sport z 1936 roku, perfekcyjnie odrestaurowany. Na stoisku znajdowała się, praktycznie niezauważona przez zwiedzających i nawet wystawców, bardzo ciekawa czarna limuzyna Bentley Continental S1 z nadwoziem H. J. Mullinera  z roku 1965, zbudowana na specjalne zamówienie dla aktora Gary Coopera. Niestety nie nacieszył się on tym pięknym samochodem, bo zmarł na raka. Szkoda, że pojazd nie miał żadnego opisu swojej historii dostępnej dla publiczności. O samochodach klubu CCC jeszcze będzie póżniej.

Stoisko klubu CCC czyli Casual Classic Club nasz konkurent na tej wystawie!
To też cześć ekspozycji klubu CCC – nowiutkie Astony w różnych wersjach, jest to cześć ekspozycji o nazwie  British Luxury Cars, na stoisku było dużo nowych samochodów, co zaskakujące bo nazwa wystawy to Autonostalgia. Ale jak widać czym chata bogata!

Ładną prezentację klubową zrobił klub Fiat Varsavia, natomiast Klub Porsche przedstawił modele 911 i inne  w poszczególnych latach produkcji – stoisko zorganizowane nie pod hasłem Autonostalgia, ale raczej pod hasłem „Tęsknota Za Lepszym”.

Stoisko klubu Porsche, tradycyjnie, klasycznie trochę nudno.

Dla mnie prawdziwą bombą był pokój w stylu PRL, wykonany przez klub Giełda Klasyków. Sam jestem miłośnikiem mebli z tej epoki i mam ich kilometry (teraz wyrzucają, to biorę). Ogołociłem kilka wychuchanych mieszkanek po babciach, których ukochane wnusie sprzedawały to wyposażenie za kilka stów. Prawdziwa Nostalgia, no i ktoś zadał sobie trud żeby te graty przewieźć i poukładać.

No to to rozumiem! To jest Nostalgia! Brakuje tylko zabytkowych plomb komorniczych na meblach:)
Telewizor jak widać lekko tuningowany, ale wiadomości z epoki w dzisiejszych czasach absolutnie odprężające! Zegar rosyjski!

Stoisko gazety Automobilista poświęcone maluchom też fajne.

Na stoisku jest naczelna Automobilisty Pani Ciurzyńska! Znamy i plotkujemy!

Najważniejsze dla mnie, i jest to trend od kilku lat zauważalny, to prawie wszystkie samochody są bardzo zadbane i wychuchane.

Trochę dziwne są stoiska firm restaurujących pojazdy komercyjnie. Z reguły targają grata pochodzenia amerykańskiego, takiego osranego, beczkę po oleju i stolik. I czekają na klienta? Trochę nie kumam tego marketingu, ale może działa na klientów.

Odnośnie samochodów z lat 1970-80 oraz 90-tych głosu nie będę zabierał, bo myślę, że wyczerpująco na ten temat wypowiedzą się inni blogerzy i redaktorzy gazet typu Classic.

Jako specjalista od samochodów przedwojennych na Autonostalgii miałem tylko jednego konkurenta czyli Bentleya Pani Tess z Casual Classic Club. Jak tylko przyjechałem Fordem T – z Nieporętu na kołach – na targi w piątek, to od razu wpadłem na Tess, która parkowała swojego Bentleya. Była zszokowana, że Fordem przyjechałem na kołach i że w ogóle mam taki samochód. Zademonstrowałem pojazd, ba! nawet zrobiłem szybki kurs działania, co wprawiło właścicielkę Bentleya w jeszcze większy szok. Automat? Ale jak, 100 lat temu? Tak po prostu naciskasz pedał i jedzie, a jak chcesz się zatrzymać, to hamujesz drugim, a wsteczny to naciskasz trzeci pedał?

Rozeszliśmy się do ustawiania swoich stoisk. W sobotę rano przybiega na nasze stoisko Tess i w szoku! A my czerwone dywany, designerskie meble, no w ogóle, jak przed wojną mówili, prawdziwy sznyt. Okręciła się na pięcie i tyle ją widzieliśmy!

Nasze stoisko wywołało na Autonostalgii ogólne poruszenie, raz że samochody nie opatrzone, bo wystawiam je raczej sporadycznie na wystawach, a dwa, że z początków motoryzacji, co teraz jest coraz większą rzadkością.

W sobotę frekwencja była niższa, ale zawsze w niedzielę  ludzie przychodzą tłumnie, nie inaczej było teraz. Ze względu na fakt, że Tess nas nie odwiedza, to poszliśmy do niej.

Na naszym stoisku mieliśmy ogromny ruch i nie wiem ile razy opowiadałem o historii pojazdów.

Pokazałem też motocykl powojenny marki Iż 49 z 1955 roku, który kupiłem jak miałem 20 lat! Przez 30 lat trzymałem go w swojej kolekcji i teraz przyszła pora odkurzyć grata! Jak go kupowałem  to on nie był oldtimerem, a teraz jesteśmy obaj!

W niedzielę na koniec imprezy przyszedł na nasze stoisko Philip Moran, australijczyk, który mieszka w Warszawie. Do legendy przeszła historia opowiedziana mi przez Tomasza Skrzelińskiego, jak kilka lat temu Moran jechał swoim Rollsem  przez jakąś wiochę i ten Rolls mu się zepsuł. Tubylcy się nim zaopiekowali i gościli przez 3 dni, a w dodatku okazało się, że wiochę dalej jakiś chłopak miał praktyki w Rolls Roysie i potrafi je naprawiać (w sumie nic w tym zaskakującego bo w fabryce Rolls Roysa w Anglii, 70% rzemieślników to Polacy! Mamy po prostu dobrych fachowców.) Dorobił potrzebne narzędzia i naprawił mu Rollsa. Przez trzy dni tak gościli Philipa, że na stałe został w Polsce, zakochał się w niej i napisał nawet książkę pt. „ Kraj z księżycem“ .

Otóż ten Moran przyszedł na nasze stoisko, ubrany elegancko w angielskim stylu, stanął koło mnie i mówi, że tej Tess od Bentleya ukradłem show. No powiem szczerze, że był to dla mnie prawdziwy komplement.

Zdobyliśmy pierwsze miejsce za najpiękniejszy pojazd – Polskiego Fiata 518 z 1933 roku. Ja, biedny polski kolekcjoner, zwyciężyłem z milionerką!

Jak to mówił Jay Leno amerykański kolekcjoner , który co roku przyjeżdża nad jezioro Como we Włoszech, gdzie zjeżdżają się milionerzy ze swoimi samochodami zabytkowymi i rywalizują z miliarderami, którzy też przywożą swoje zabytki – „od czasu do czasu zwycięża biedny milioner!”. Czego i wam życzę! Do zobaczenia za rok na Autonostalgii.

Nasze meble wywołały nie mniejsze zainteresowanie niż automobile. Na hasło, że pochodzą z głębokiego PRL-u – Szok! Jeszcze trzy lata temu, jak jeździłem w Karkonosze, to w Jagniątkowie jak była akcja gabaryty to przywoziłem takie meble i żyrandole znanych projektantów. Wiadomo, obecnie  IKEA rządzi!
Nasz Polski Fiat 518 jak zawsze wzbudzał spore zainteresowanie !
Był u nas Jaś Fasola i zostawił swojego misia, spokojnie zaopiekujemy się i będziemy co wieczór usypiać!
Odwiedził nas nowy prezes (tak, tak! miesiąc temu stary abdykował) Leopolis Grand Prix czyli organizator kultowych wyścigów ulicznych we Lwowie! Byłem tam zwycięzcą. Nowy prezes nazywa się Bojko Ostan! Życzymy sukcesów!
Bianka w stroju z epoki, tylko jakoś nie kojarzę, żeby kobiety sto lat temu miały sukienki po samą dupę. Ale ze zwiedzających nikt się nie zorientował!
Jak to mówił Nikodem Dyzma – pucu nigdy nie za dużo !
Nauka wysiadania z Forda Modelu T.
Samochód posiada nadwozie typu Torpedo ze składanym dachem bez bocznych szyb, w trakcie deszczu nawet gacie są mokre.
W takim samochodzie szuba czyli kożuch to konieczne wyposażenie kierowcy i pasażera! Współcześnie również!
Widok z miejsca pracy kierowcy, widoczny kierunkowskaz obsługiwany ręcznie. Świeci w nocy!
Nasz znajomy Hubert przymierza się do Forda, jak widać bryka pasuje!
Hubert miał przez długi czas Mini Coopera S, z którym przez wiele lat toczył boje i bezustannie mu się psuł. Kupił go za 25 tyś, wsadził 70 tyś i za parę lat sprzedał za 18 tyś. Nie miał do niego serca!
Kożuch tak jak szampan pasuje na każdą okazję !
W niedzielę Targi Autonostalgia szturmowały tłumy, pomimo dosyć drogich biletów po 35 zł.
Niekwestionowany zwycięzca w klasie pojazdów PRL. Użytkowy polonez z HDS-sem do 800 kg udźwigu. Samochód jest fabryczny i wykonano tylko cztery sztuki. Prawdziwa perła!
Ach Junak! Miałem takiego tylko z wózkiem !
Bianka na tle Stara ! Szacunek dla kolekcjonera, który ratuje te pojazdy.
W hali było z 500 samochodów, z czego przedwojennych sześć sztuk! Jak widać każdy chce mieć Porsche!
Nagrody, Nagrody! My zdobyliśmy za stoisko i najpiękniejsze przedwojenne samochody !
Pokazaliśmy też obraz malarza Greya ze Lwowa, który zawsze na GP Lwowa wybiera jeden samochód i go maluje! Dwa lata temu namalował naszego Forda, na pierwszym planie Bianka, potem nasz znajomy Gienek (Gieniu, życzymy zdrowia!) i w samochodzie ja!
Twórca i organizator Autonostalgii Mirek Bugajski. Szacun za wytrwałość w dążeniu do celu!
Warszawa i właściciel saturatora z PRL-u. facet nie wyczuł biznesu bo my w Topaczu mamy taki saturator i go odpalamy na wystawie! Woda z sokiem dwa złote. Przez weekend w Topaczu zarobiliśmy na wodzie z sokiem trzy tysiące!  Myślę, że on też by zarobił. A siedzi ! A przedsiębiorczość to też PRL!
Z kobietami zjawiskowymi na Autonostagii było krucho ale coś tam znależliśmy !
Jak widać Iż miał swój wierny fanklub! Jak się na tym jezdziło?  Ano normalnie!
Promowaliśmy też klub biegowy, którego jesteśmy członkami i z którym trenujemy. Widać też mój (kawalerski jeszcze) motocykl, którego kupiłem jak byłem bardzo, bardzo. bardzo młody!
Mercedes pochromowany przez mgr.inż Huberta Michałowskiego, który jest wiernym czytelnikiem naszego bloga. Dziękujemy za miłe odwiedziny na naszym stoisku.
I syrena też z jego rąk, muszę powiedzieć, że bardzo ładna!

 

 

 

Jak połączyć Autonostalgię z bieganiem czyli Run Richard Run!

Pora ruszyć tyłek i pojechać na Autonostalgię w Warszawie. Zima była pracowita i wszystkie automobile oraz motocykle gotowe do prezentacji. Po okresie depresji początkującego restauratora, spowodowanej eksplozjami panewek w Fordzie i Essexie, życie wraca do normy i nowe panewki wylane.

Dla wielu czytelników mam nowe wieści odnośnie mojej osoby. Przestałem pić whisky i zagryzać cygarami a od roku prowadzę sportowy tryb życia. Zostałem biegaczem amatorem i liderem wsród tych, którzy biegnąc potrafią kopnąć się w kolano.

Cały czas główkuję, jak połączyć automobile z lat 20 i 30-tych z tym bieganiem. Okazało się, że od tego biegania rozjaśnia się w głowie (ale aż tak pewny tego nie jestem) i zyskuje się tężyznę fizyczną. Dyscyplina zwana bieganiem jest popularna, bo używa jej 20% populacji kraju czyli 7,5 miliona ludzi ! W związku z tak dynamicznymi zmianami w moim drobnomieszczańskim życiu wymyśliłem, że na Autonostalgii zrobię stoisko razem z Towarzystwem Sportowym Regle ze Szklarskiej Poręby, które mnie trenuje i w którym jestem aktywnym i praktykującym składkowiczem.  W tym automobilowym świecie spalin, smarów i ryku zacieranych silników będziemy promować bieganie wśród automobilistów! Ba, może nawet znajdziemy bratnie dusze bo nigdy nie wiadomo co w ludziach drzemią za emocje!

Na stoisku TS Regle pokażemy znane z mojego bloga perły amatorskiej odbudowy czyli Essexa Super Sixa z 1927 roku, znanego już wielu Polskiego Fiata 518 z 1933 roku i po raz pierwszy publicznie pokażę polskiego (!) Forda model T z 1924 roku. Z niespodzianek pokażę też… motocykle, czyli swojego Iż-a 49, którego kupiłem jak miałem 20 lat i odrestaurowałem jak miałem 20 lat i 3 miesiące. Potem przez 30 lat trzymałem go na strychu!

Kolega Igor Skrzyński pokaże swoje motopedy czyli MV Agustę i  inne ciekawe eksponaty.

Pokażęmy kabriolet Mercedesa AMG z 560 konnym silnikiem w nadwoziu CL .

Autonostalgia odbędzie się w nowym centrum wystawowym Global Expo przy ul. Modlińskiej obok Auchana. W sobotę i niedzielę 6 i 7 kwietnia 2019 roku. Dla zainteresowanych mamy pełne info na temat odniesienia sukcesu w samodzielnej odbudowie swoich wehikułów i również pełne info na temat rozpoczęcia kariery biegacza !

Kolega Iguś poprowadzi warsztaty dla początkujących malarzy, portrecistów i pejzażystów!

Zapraszam w imieniu swoim, Bianki i TS Regle!

 

 

 

Latał czy nie latał ?- czyli 14-ty a dla nas Pierwszy Rajd Ikara w Jeleniej Górze

Na wstępie wyjaśnię że nie latał, bo był padnięty po podjeżdzie pod słynną Kapelę, gdzie organizator wycisnął wszystkie poty z przedwojennych samochodów, po raz pierwszy widziałem gotujący się olej w Citroenie BL 11, ale nasz przedwojeny Poski Fiat 518 zrobił się czerwony na twarzy, ale pary nie puścił! Szacun dla Fiata ! ja też zrobiłem się czerwony na twarzy ale to nie z wysokości a z nadciśnienia!

Ale po koleji ! Rajd IKAR 2017 to cykliczna impreza, ale nie występująca w masowych zestawieniach imprez i rajdów. O tej imprezie dowiedziałem się przypadkowo na jakimś rajdzie samochodów zabytkowych i niezwłocznie się na niego zapisałem. Dlaczego? To proste!  Dolny Śląsk przyciąga jak magnes! Byłem wielokrotnie na zlotach Carmann Ghia w Zachełmiu k. Jeleniej Góry które od lat organizuje Jurek Tatarek. Oprócz klimatu Karkonoszy istnieje możliwość sprawdzenia swojego automobilu w górzystym terenie.

Ze względu na fakt że w Jeleniej Górze na rajdzie będę po raz pierwszy nie wiedziałem czego się spodziewać. Miałem przed oczami słynne wywiady w lokalnej prasie z komornikami ( tak! tak! to lokalni celebryci! ) którzy ze względu na fakt pozyskiwania dużych dochodów, chwalili się jakie posiadają pojazdy zabytkowe. Znając swój niewyparzony język, a o manierach, a raczej ich braku niewspominając, już sobie wyobrażałem, że stoją tam w rzędach te komornicze oldtimery i ja w środku. Na bank bym narozrabiał, bo komorników nie cierpię jak porannego kaca! Brr! Na szczęście był to tylko senny koszmar, bo na miejscu okazało się że takowych nie ma, albo są dobrze zakamuflowani!

Do Jeleniej Góry przyjechałem prosto z rajdu w Rużemberoku na Słowacji i postanowiłem podreperować nadwątlone siły w Zdroju Cieplickim. Gościny mnie i mojemu rumakowi udzieliła Elwira wraz z mężem Adasiem zamieszkująca w Sobieszowie i posiadająca chyba najlepszy widok na zamek Chojnik z tych które dane mi było widzieć. Elwira to wnuczka mojego chrzestnego z Jagniątkowa Jasia Piotrowskiego. Ze względu że u wszystkich na P, płynie benzyna we krwi, to również Jasiu posiadał pojazd zabytkowy w liczbie dwóch, czyli Jawę oraz CZ z PRL jeszcze z chromowanymi zbiornikami. Do tego trzy silniki! Jawa była tak wychuchana że spokojnie bez kompleksów mogła by prosto z szopy, jechać na zlot do Rużomberoka gdzie takich wychuchanych Jaw zatrzęsienie! Jankowi się w tym roku zmarło i ostatnim na P w którego żyłach płynie benzyna zostałem ja.

W ciągu tygodniowego pobytu w Jeleniej Górze zażywałem Zdroju oraz lansowałem się Polskim Fiatem 518 po rynku w Jeleniej Górze, niestety nie wiedzieć czemu, prawie zawsze opustoszałym. Udało mi się nawet stoczyć bój okrutny z autobusem MPK, który w Cieplicach zjechał ze swojego pasa ruchu i jak by nigdy nic ( czyli jak by mnie nie było) zaatakował. Reakcja moja na tę jak by to powiedzieli politycy, prowokację była taka, że gwałtownie musiałem skręcić i przy tym brutalnym manewrze otworzyły się drzwi w Polskim Fiacie 518 i wielką klamką jak od zachrystii w Sobieszowie, przeorały brzuch owego autobusu! Jak tylko otrzepałem się ze szpachli, którą ten autobus był grubo pokryty, to okazało się że na Polskim Fiacie 518 ani ryski a autobus poszkodowany. Ale dobrze mu, mógł się cham nie przepychać. Przecież wiadomo że nie ma cwaniaka nad warszawiaka, piszę tu o samochodzie bo ja to słoik.  Samochód wyprodukowany w Państwowych Zakładach Inżynieryjnych w Warszawie w 1933r. 

Śledztwo policyjne w toku, bo to jednak mienie Państwowe które uszkodził burżuazyjny przedstawiciel 2 RP.

Ale nie ma co o walkach klasowych i kolizjach, pora na rajd.

Baza rajdu znajdowała się w Pałacu Paulinum na szczycie Góry Krzyżowej, sam pałac z bardzo ciekawą historią. Z ciekawostek jest to że od 1945 roku po upadku Powstania W arszawskiego mieszkała tam  rodzina Tyszkiewiczów wraz tonami dzieł sztuki ze zrabowanych pałaców na Dolnym Śląsku w czasie wojny. Historię pałacu zamieszczam na końcu wpisu.

Rajd organizował Pan Zygmunt z klubu Izersko-Karkonoskiego Ikar ze Świeradowa Zdroju,  w klubie jak się dowiedziałem jest 60 członków z czego 12 aktywnych cokolwiek to znaczy. Ja mogę być 13 aktywnym wojownikiem.

W piątek zjechały się załogi na rajd. Bardzo dużo załóg niemieckich, osobiście mi znanych z rajdu Nowodworskiego na który też przyjeżdzają. Sporo załóg z rejonu Dolnego Śląska. Samochody to przekrój całej motoryzacji od przedwojennych których było 8 sztuk licząc BL-ki, bo to podobno bardziej powojenny, ale nie ma co dzielić włosa na czworo. My z naszym Polskim Fiatem 518 dostaliśmy numer 1 startowy co odnotowano w kronikach rajdu. W piątek poza lekkim towarzyskim rautem niewiele się działo.

W dzień rajdu czyli w sobotę ( rajd był ułożony do jednego dnia jazdy) ruszyliśmy w trasę po drodze odbywając różne konkursy sprawnościowe i uczestnicząc w paradach piękności zarówno Pań jak i automobili. Odwiedziliśmy Jawor oraz Bolków gdzie nasze stalowe rumaki wywołały zachwyt publiczności.

Zapraszam do obejrzenia fotorelacji z Rajdu Ikar 2017 w Jeleniej Górze.

SONY DSC
Odprawa zawodników przed Pałacem Paulinum W Jeleniej Górze.
SONY DSC
Wszyscy uroczyście odebrali z rak organizatorów otwarcie rajdu oraz wskazówki dotyczące trasy.
SONY DSC
Pierwsze kilometry zawiodły nas na lotnisko Aeroklubowe w Jeleniej Górze, gdzie zupełnie przypadkowo na wakacje udawała się cała rodzina. Nagieliśmy plan rajdu i postanowiliśmy zrobić sesję zdjęciową. Co ciekawe poprosiliśmy całą rodzinę już pakująca się do samolotu o możliwość zrobienia sesji. Jak widać stoją w głębi, włacznie z pilotem ubranym na biało i drapiącym sie po głowie. Życzymy udanego lotu i wypoczynku! My jedziemy dalej.
SONY DSC
Sesji zdjęciowej ciąg dalszy, nie wiem co tam mają w hangarze ale na nasz widok szybko go zamkneli. Coś ukrywają! Wytropimy to.
SONY DSC
Na rynku w Bolkowie odbyła się wystawa automobili oraz szykownych toalet Pań. Miło mi donieść że zajeliśmy drugie miejsce olśniewając mieszkanców Bolkowa.
SONY DSC
Elwira odbiera puchar z rak Burmistrza Bolkowa, Panie Burmistrzu no wie Pan taki mały?
SONY DSC
Wszyscy zwycięzcy konkursu elegancji w Bolkowie, po lewej załoga z Poznania na samochodzie Citroen BL 11 która zajeła pierwsze miejsce, z aparatem w ręku i poważną miną Organizator Rajdu Zygmunt oraz załoga z trzecim miejscem i nasze Czempionki z drugim, zuch dziewczyny!
SONY DSC
Sesji zdjęciowych i wywiadów było co niemiara, Zaciekawiła mnie Pani fotografka po prawej stronie w koszuli nocnej, przecież to nie był konkurs strojów piżamowych?. Czego to ludzie teraz nie robią żeby przyciągnąć uwagę.
SONY DSC
Usiąśc czy nie usiąśc? Rychu mówił żeby by nie, ale te emocje.
SONY DSC
Następnym etapem na naszej trasie rajdu był browar w Miedziance.
SONY DSC
Dwa lata temu jak byłem na otwarciu Browaru w Miedziance to ten Multikar stał w krzakach, obecnie nadal tam jest, chyba niechodliwa marka wśród kolekcjonerów pojazdów zabytkowych.
SONY DSC
Widać go z tarasu browaru.
SONY DSC
Stefan mógłbyś Damie pomóc wysiąść!
SONY DSC
No co się tak patrzysz! Co z ciebie za mencizna! Porozmawiamy w domu.
SONY DSC
Na zamku w Bolkowie nasza załoga się naradza. Sikać czy nie sikać! O to jest pytanie!
SONY DSC
Na zamku w Bolkowie odbył się konkurs strzelania z łuku, niestety wstyd się przyznać powtarzalnośc strzałów była duża ale poza głównym punktem w tarczy. Wyniki tej  konkurencji nasz pograżyły i ostatecznie strciliśmy pudło, na rzecz czwartego miejsca w całym rajdzie. Wstyd Rychu !
SONY DSC
Następnym etapem była wystawa na rynku w Jaworze.
SONY DSC
Panie schroniły się wcień, upał dokuczał niemiłosiernie, zwłaszcza w strojach z epoki.
SONY DSC
Walka z upałem trwa.
SONY DSC
Bianka i jej kreacja zrobiły ogromne wrażenie na jurorach w Jaworze.
SONY DSC
Na konkursie elegancji podobnie jak w Bolkowie nasza załoga i tym razem odniosła sukces.
SONY DSC
I tym razem zajeliśmy drugie miejsce. Obok liczna i bardzo ładnie przebrana załoga z Poznania.
SONY DSC
W drodze do Jeleniej Góry niemiecka załoga podjeżdza pod kapelę. Jest to wielokilometrowy podjazd o 11% wzniesienu drogi. Morderca dla przedwojennych samochodów. marka samochodu to Auto Union z logiem Audi widocznym na dzisiejszych pojazdach. Cztery koła wzieły sie z połączenia czterech marek DKW, Horch, i dalej nie pamiętam.
SONY DSC
Zatrzymujemy się przed samym szczytem aby schłodzić silnik. W Polskim Fiacie 518 jest żeliwny silnik, dwulitrowy dolniak. Zeliwne silniki szybko się nagrzewają, ale też szybko stygną.
SONY DSC
Elwira nie płacz. Jak wystygnie to pojedzie. Dlatego przed wojną damy nie ruszały w drogę bez zapasu szampana. No bo co robić zanim szofer naprawi samochód?  W tle mija nas niemiecka załoga na Wartburgu kombi.
SONY DSC
Mijając liczne gospodarstwa rolne po drodze rajdu i wypatrując ewentualnych Polonezów do zbycia, Melduję że Polonezy wyprzedane zostały króliki?
SONY DSC
Ledwo zipiąc przy wjedzie na Kapelę musimy się wdrapać na górę szybowcową, co też nie jest lekkim zadaniem, ale jeśli my nie damy rady, to kto? Wjeżdzamy w sam środek pikniku automobilowo-samolotowego.
SONY DSC
Silnik gwiazdowy i konstrukcja prawie tak prosta jak mechanika w naszym Polskim Fiacie 518. Kto zgadnie z którego roku jest ten samolot?  I żeby nie było że eksponat! Normalnie lata! 1954! szok.
SONY DSC
Załogi robiły sobie zdjecia na tele Aeroklubowych samolotów. Tutaj załoga ze Zgorzelca.
SONY DSC
Prosto z Góry Szybowcowej udajemy się na bankiet w Pałacu Paulinum.
SONY DSC
W miłym towarzystwie spędziliśmy bankiet. W czarnej koszulce siedzi twórca trasy wraz z małżonką, obok Adam wraz z żoną Elwirą. Po drugiej stronie stołu Andrzej z Wałbrzycha wraz z żoną.Jego opowieści umilały nam trudy bankietu.
SONY DSC
Bianka a dieta?
SONY DSC
Pożegnalne zdjęcia na parkingu rajdowym.
SONY DSC
Załogi już w cywilu. Wracamy do szarych trudów dnia codziennego.
SONY DSC
O samochodach możemy bez końca rozmawiać.
SONY DSC
Na rajdzie miałem możliwość poznać Pana Pałkę z Sobieszowa, również miłośnika pojazdów zabytkowych na codzień zajmujący się restauracją mebli zabytkowych.
SONY DSC
Pan Pałka zaprosił naszą załogę na grila do siebie, okazało się że jest wielkim znawcą nalewek i potrafi je dobrze robić. Wieczór upłynął jak strzała.
SONY DSC
Ostatnia fota Pałacu Paulinum.
SONY DSC
Niemiecka załoga wykazała się sporym sprytem ładując samochód do busa, jak widać pomaga mu również niemiecki kolega  z pokalem w ręku.
SONY DSC
Miałem wątpliwości czy się zmieści, ale skoro przyjechał w nim to i wróci.
SONY DSC
Andrzej, odremontowałeś fajny samochód, ale ja się w nim ledwo mieszczę, jak dojedziemy nim do Pekinu?

 

 

 

A teraz obiecana historia Pałacu Paulinum, opis historii zrobiło Stowarzeszenie Pałaców Dolnośląskich a ja spieszę w raz z nimi przeakzać wam tę historię.

Zbliżając się do Jeleniej Góry od południa, drogą prowadzącą z Karpacza, podnosząc wzrok, dostrzec możemy wyłaniającą się spomiędzy drzew bryłę Pałacu Paulinum, usytuowanego na zboczu Góry Krzyżowej. Warto odwiedzić ten obiekt, jeden z Pomników Historii Kotliny Jeleniogórskiej, gdzie mieści się obecnie restauracja oraz centrum hotelowo-konferencyjne. Podziwiać możemy tu doskonale zachowane XIX-wieczne wnętrza, jak również roztaczający się wokół rezydencji park krajobrazowy.

Historię tego miejsca rozpoczęli jezuici na początku XVII wieku

Historia założenia sięga XVII wieku i związana jest z przybyciem na ten teren zakonu Jezuitów. W 1655 roku zakonnicy kupili teren na południe od miasta, gdzie założyli folwark nazwany od pierwszego przełożonego klasztoru – Paula Kottinga – Paulinenhof. Nad założonym przez Jezuitów folwarkiem wznosiła się góra zwana wówczas Wolfgangberg, na której zakonnicy umieścili pokaźnych rozmiarów krzyż drewniany, poświęcony 3 maja 1670 roku. Miejsce to stało się wkrótce celem licznych pielgrzymek, a samo wzniesienie zyskało nową nazwę – Kreuzberg, która w wersji polskiej przetrwała do dziś – Góra Krzyżowa. W kolejnych latach klasztor wraz folwarkiem stale się rozrastał. W początkach XVIII wieku założono sad owocowy oraz urządzono kaplicę pw. Św. Pawła. Zakonnicy opuścili Paulinenhof w 1774 roku, ale majątek pozostawał w rękach kościoła jeszcze do 1810 roku, kiedy król pruski wydał edykt o sekularyzacji dóbr kościelnych i zakonnych.Rezydencje pałacową na wzgórzu wybudował pierwszy właściciel Paulinenhof Richard von Kramst

Nowy rozdział w dziejach dóbr paulińskich otworzyła połowa XIX wieku, kiedy majątek przeszedł w ręce znanego jeleniogórskiego fabrykanta zajmującego się przemysłem lniarskim – Richarda von Kramsta. Nowy właściciel zwlekał z budową rezydencji, którą zaczęto wznosić dopiero na początku lat 70. XIX wieku, na wschodnim zboczu wzgórza. Okazałą willę zaprojektował drezdeński budowniczy Kurt Spite. Urozmaiconą bryłę pałacu o trzech kondygnacjach, wzorowaną na niemieckim renesansie, zdobił taras oraz liczne wieżyczki i wykusze.

W 1931 roku pałac został przekształcony w centrum szkoleniowe NSDAP

Rezydencję przebudował i zmodernizował na początku XX wieku tajny radca handlowy Oskar Caro, dyrektor generalny i współwłaściciel Górnośląskiego Przedsiębiorstwa Przemysłu Żelaznego Kopalń i Hut w Katowicach. Pracami kierował wybitny wrocławski architekt – Karol Grosser, autor m.in. Domu Zdrojowego w Świeradowie. Do dziś oczy zwiedzających cieszą doskonale zachowane wnętrza pałacu, na czele z najbardziej reprezentacyjną Salą Gdańską.

Po śmierci Oscara Caro w 1931 roku obiekt został zakupiony przez Niemiecki Front Pracy, który przebudował go na centrum szkoleniowe NSDAP.

Po wojnie w pałacu Paulinum były przechowywane odzyskane dzieła sztuki, zrabowane w czasie wojny przez Niemców

Powojenne losy pałacu różnią się od dziejów innych obiektów tego typu. Już w 1945 roku powstał tutaj ośrodek wypoczynkowy dla pisarzy i muzealników oraz Składnica Muzealna Ministerstwa Kultury i Sztuki. Znajdowały się tutaj śląskie dzieła sztuki oraz inne, zrabowane podczas wojny i ponownie odnalezione. W 1952 roku obiekt przejęło wojsko i utworzono w nim kasyno oficerskie. Od 2002 roku rezydencja funkcjonuje jako hotel i restauracja.

Park przypałacowy został zaprojektowany przez Siebenhaara, który wykorzystał naturalne elementy krajobrazu i terenu

Historia założenia parkowego na terenie Góry Krzyżowej rozpoczyna się wraz z przejęciem majątku przez rodzinę von Kramst. Już w 1855 roku nowy właściciel zlecił jeleniogórskiemu ogrodnikowi Siebenhaarowi, znanemu twórcy miejscowych plant, zaprojektowanie parku krajobrazowego. Koncepcja Siebenhaara zakładała stworzenie parku wykorzystującego zastane walory terenu – jego ukształtowanie, licznie występujące formacje skalne i naturalny las. Projektując swoje założenie ogrodnik opierał się na ideach romantycznego parku XIX-wiecznego, idąc tym samym w ślady wcześniejszych parków w Mysłakowicach, Staniszowie, a przede wszystkim wzorcowego założenia w Bukowcu. Prace przy tworzeniu parku trwały 3 lata, a ówczesne przekazy mówią, że na terenie wzniesienia odnaleziono wówczas wiele ostróg, strzał, szpad i podków z okresu wojny trzydziestoletniej.

 

Warsaw Moto Show 2016! Czyli wreszcie zajebista impreza motoryzacyjna!

Po raz drugi czy bodajże trzeci odbyła się impreza motoryzacyjna o nazwie Ptak Warsaw Expo w Nadarzynie w dawnych halach Maximusa. Hale te zakupił znany przedsiębiorca z Łodzi który jest tam królem handlu detalicznego. Jak się nazywa to możecie się domyśleć. Dla wolno myślących koło ratunkowe w postaci pierwszej litery czyli P!

Na pierwszej edycji Moto Show która odbyła się na wiosnę w czasie nocy muzeów nie byłem, bo miałem robotę przy organizacji nocy Muzeów w Legionowie. Ale każdego kto był w Ptaku pytałem się jak było? Jedni że do dupy bo frytek nie było, inni że zajebiście bo lawetą można wjechać za darmo. Ale ludzie byli? No byli ale mało! No kurna nie dowiesz się! Dlatego teraz postanowiłem pojechać i zobaczyć co w Ptaku piszczy.

Deszcz lał niemiłosiernie, ale ja i dwóch Patryków popruliśmy do Nadarzyna Peugeotem 106 zakupionym niedawno po atrakcyjnej cenie. Już z daleka było widać że ludzi jest po prostu milion! Zaparkowaliśmy i fru do pierwszej hali. Szczena mi opadła bo jestem przyzwyczajony do smętnych stoisk na różnych imprezach oldtimerowych a tu kolorowo, muzyka dudni, hostessy się uśmiechają! No Ameryka!

Sama impreza jest podzielona na część motoryzacyjną że się wyrażę tradycyjna, aczkolwiek mam na myśli nowe Ferrari, Porsche, Lamborghini, Mercedesy i co tam jeszcze wymyślono żeby nam facetom zamącić w głowach. Druga cześć wystawy to Sport samochodowy wszelkiej maści i na koniec oldtimery wszelkiej maści.

SONY DSC
Pierwszy widok po wejściu do hali! Mega mocne Porsche z GT! Istny potwór na czterech kołach!
SONY DSC
No dupę to ma niezlą ten prosiak z teamu Olimpa!
SONY DSC
No takie historie! Ja  przyjechałem zrobić reportaż o zakurzonych oldtimerach a tu takie prowokacje, Złożę oficjalną skargę do organizatora aby nie epatować pośladkami. Jest to oburzające! Prawda?

Poszliśmy na mocno reklamowana przez organizatora imprezę organizowana przez BMW Klub Warszawa czyli Bikini Show. Po ludzku rzecz ujmując dziewczyny miały myć samochód z użyciem piany i własnych cycków. Przynajmniej wszyscy dziennikarze a przybyło ich tam ze 40-tu i publiczności której było multum oczekiwaliśmy na wydarzenie. Co chwila organizator nadaje komunikaty zę za 10, 15, itd minut! Ścisk taki że meksyk, nawet w sektorze dla fotografów obiektywy zaparowane. No ale dla takiego Show warto cierpieć!

Wreszcie dziewczyny obarczone lekkim celulitem i ubrane tak z grubsza rzecz ujmująć bardziej na spacer z dzieciakiem po parku a nie na Bikini Show. Najpierw prezentacja pucharów które zdobył klub BMW, ale wiadomo wszyscy mają w dupie te puchary, czekamy na cycki! A tu o zgrozo dziewczyny ani nie potrafią tańczyć a mycie polegało na wzięciu gąbki z takim wyrazem twarzy z jakim zbiera się gówno psa na spacerze w husteczkę! Wszyscy reporterzy i kamerzyści aż przecierali oczy ze zdumienia że tak reklamowany show to takie gówno. Jak na następnej edycji będzie Bikini Show to spokojnie możecie wziąść dzieci, babcię i co tam macie. Jedynym Show jaki tam widziałem to hektary celulitu na dziewczynach, pora na fitness z Chodakowską dziewczyny!

SONY DSC
Dziewczyny szykują się do Show!
SONY DSC
Publiczność rozpalona do czerwoności!
SONY DSC
Najpiękniejszy uśmiech Moto Show 2016! A chłopaki z klubu BMW Polska nie więdza gdzie oczy podziać ze wstydu po Bikini Show! Ale nie wyprzedzajmy wypadków.
SONY DSC
Puchary na bank nie są za organizację Bikini Show.
SONY DSC
Dziewczyny były niemowy, więc ten puchar to za zawracanie dupy w temacie Bikini Show.
SONY DSC
Na ale gdzie te bikini?
SONY DSC
Dziewczyny okazały się nieśmiałe, i miały niewielkie pojęcie o znaczeniu słowa Show!
SONY DSC
Żeby nie powiedzieć zawracanie dupy z tym Show!

Jak to na imprezie motoryzacyjnej zawsze jest konkurs na najpiekniejszą felgę, ( tak! tak! chłopaki z Yangtaimer Warsaw to o was! ) ale tym razem nie było, więc komisja w składzie dwóch Patryków i ja, jednogłośnie wybraliśmy cud miód w cygańskim stylu czyli pozłacany BBS!

SONY DSC
Król jest tylko jeden!
SONY DSC
Ta sama fela tylko bez złota i srebra czyli w oryginalne, Bida z nędzą !

Jedną z ciekawostek było stoisko organizowane przez Pana Andrzeja Pleskota specjalisty od cynowania nadwozia. Cynowanie nadwozia to dla młodszych odbiorców bloga wyjaśnienie że chodzi o szpachlowanie tylko bez szpachli. Szpachlę wymyślono w latach 70 tych. Zanim jej nie było każdy master w warsztacie to potrafił robić! Panie Andrzeju na bank zapisuję się do Pana szkoły cynowania, tym bardziej że mam budę Opla do wycynowania!

SONY DSC
Profesjonalny pokaz techniki cynowania, frekwencja niewielka. Co dziwne, bo jest to profesja w któej nie ma obecnie specjalistów. Kazdy kolekcjoner z Niemiec odda ci  pięć nadwozi do roboty! Góra kasy do zarobienia!
SONY DSC
Jakiś idiota upaprał Mercedesa Gelendę w błocie i postawił na wystawie. Podobno głupich nie sieją!

Byliśmy też na stoisku Iron Warriors Team czyli studentów Politechniki Łódzkiej którzy skonstruowali pojazd na kultowe zawody Shell Ecomarathon. Pojazd na jednym litrze paliwa musi przejechać jak najdłuższy dystans! Pojazd z Łodzi ma rekord 800 kilometrów, ale mistrzowie w tych zawodach czyli inne uczelnie  z całego świata i ich pojazdy osiągają 3000 kilometrów! Szok! Dla wyjaśnienia technika jazdy tym pojazdem polega na rozpędzeniu go do 60 km/h i zgaszeniu malutkiego silnika od wykaszarki ( jak w przypadku pojazdu z Politechniki Łódzkiej ) i toczenie się aż pojazd zwolni do 15km/h wtedy odpala silnik i taką techniką do mety. Życzymy powodzenia w zawodach!

SONY DSC
Zespół rajdowy! Dziewczyna na wprost to kierowca pojazdu, waży 42 kilogramy i nie wolno jej jeść frytek! Pojazd widoczny po lewej! Patryki w ilości dwóch sztuk stoją za kierowczynią i lubią frytki!

Byliśmy też na stoisku Krzesimira Kwasiborskiego który ma firmę naprawiająca i tuningującą samochody sportowe! Pokazał nam swoją Hondę!

SONY DSC
Honda szybsza niż wygląda, podobnie jak kierowca!
SONY DSC
Spojler maskuje brak mocy, ale to tajemnica, nikomu nie mówcie!

Ogladaliśmy też łódz motorową w wersji luksusowej, Firma ma siedzibę koło mnie w Nieporęcie,  więc będzie okazja do nich wdepnąć. Łajba wypas silnik 300 koni, skóra, nagłośnienie, wszystko luks! Co ciekawe, a czego nie wiedziałem że kupujac samochód na firmę nie możesz odliczyć vatu, paliwa itd. A kupując łajbę od razu odliczasz VAT, paliwo i co tam chcesz, dlatego jak firma szuka kosztów to kupuje łódz!

SONY DSC
Patryk ma łódz na Zegrzu i siedzi za sterem. Widoczna mina po podaniu ceny za tego luksusuowego Titanica przez sprzedawcę siedzącego po prawej. Ile! Luz 100 tysięcy! Dolarów!
SONY DSC
Dobrze zaprojektowana do rozrywki towarzyskiej, Jest gdzie się położyć w przypadku chwilowej niedyspozycji  a autopilot sam dopłynie do portu i zacumuje!

Moim zdaniem najciekawszych ludzi jakich spotkałem to Team rajdowy Kaczmarskiego. Tak! Tak! Jego tata ma firmę we Wrocławiu upominajacą dłużników wszelkiej maści. Trochę cierpnie skóra na plecach jak ma się coś na sumieniu!

Jak pamietamy Kaczmarski to wychowanek Hołowczyca i swojego czasu startował w rajdzie Paryż Dakar samochodem Mini oczywiście specjalnym Mini za milion euro!

W przyszłym roku jego kariera rajdowa skupi się na mistrzostwach europy w Rallycrosie. My mieliśmy okazję zobaczyć jego rajdowy samochód, który z fabrycznym nie ma nic wspólnego.  Silnik dwulitrowy, a przyspieszenie do 100-tki? Nie mogłem uwierzyć jak mi gość powiedział że 1,8 sekundy! Jak bolid formuły pierwszej! Na ile ten silnik starcza trzy, cztery zawody? No po prostu Kosmos! Ekipa synmpatyczna pokazała nam brykę i wszystkie tajniki jej konstrukcji!

SONY DSC
Patryk mówi że panel elektroniczny sterowania do dupy! Jak by grzebnął to jeszcze te 0,8 sekundy by urwał na starcie.
SONY DSC
Mechanik który mi pokazywał tajniki wozu, mówi że jeżdził poprzednimi wozami Kaczmarskiego, ale tym boi się mocno dodać gazu. Ja też słyszałem ze w Rallycrosie nie kucają w tym temacie!
SONY DSC
Odejmowana kierownica i składająca się przy kolizji kolumna kierownicy!
SONY DSC
Przesympatyczny zespół Kaczmarskiego, po lewej mechanik, pani od logistyki i menager teamu.
SONY DSC
Ta bryka nie wygląda na potwora, ale uwierzcie mi że na tej imprezie wątpię żebyście znależli brykę z lepszym czasem startu.
SONY DSC
Sekwencja chodzi twardo, ale to zabawka dla dużych chłopców! Musi nieżle ryczeć, co ciekawe posiada osobny zbiornik 40 litrowy z płynem do spryskiwaczy bo w Rallycrossie cześć trasy zasówa po szutrze. Co się dzieje w trakcie deszczu to łatwo sobie wyobrazić.
SONY DSC
W trakcie Warsaw Moto Show 2016 odbyły sie też Mistrzostwa Świata Modeli zdalnie sterowanych, tutaj zawodnicy w padoku. Zaraz poszczególni zawodnicy przeniosą się ze swoimi bolidami na tor ułożony obok serwisu.
SONY DSC
Co to jest ? Zabezpieczenie nakrętki koła? Bo przecież nie nakrętka? Za chamsko wygląda!
SONY DSC
Pani od napojów z witaminami też zasługuję na uwiecznienie.
SONY DSC
Rozmawiałem z nią 15 minut i nie zajarzyłem że to Ola z programów w stacji TTV. Dopiero Patryk mi powiedział! Straszny wstyd! Ryszard ty się ogarnij, przestajesz ludzi poznawać!
SONY DSC
O co chodzi? Barber Shop na Moto Show!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kraina wiecznego motoryzacyjnego szczęścia czyli witamy w Muzeum Speyer

Współcześnie każdy miłośnik zabytkowych pojazdów,  mały czy duży, interesujący się oldtimerami z lat 80-tych czy wehikułami z lat 20-tych ( tak jak ja! ) wcześniej czy póżniej trafi w to miejsce, czyli Muzeum Speyer w Niemczech przy autostradzie A 8.

Dla mnie jest to kraina cudów i co zawsze mnie wkurza będąc w tym muzeum dlaczego u nas nie można zbudować takiej ekspozycji? Sam bym oddał swoje pojazdy zabytkowe do takiego muzeum.

Drugie zdziwko, jak dużo pojazdów zostało tu przywiezionych w czasie komunizmu w Polsce z naszego kraju i pewnie sprzedane za psie grosze ( o przepraszam Deutsche Mark jeszcze wtedy ) Mnie udało się wytropić tylko kilka pojazdów przywiezionych z Polski, a ile naprawdę jest ich w tym muzeum? Tego nie dowiemy się już nigdy!

Oprowadzę was po tym Muzeum i pokażę te eksponaty które wywarły na mnie największe wrażenie.

Pierwsze na co nadziałem się w tym muzeum, to ekspozycja poświęcona ikonie rajdów czy raczej prababci rajdów długodystansowych czyli kultowy Paryż Pekin który odbył się po raz pierwszy w 1907 roku i z bardzo niewielu pojazdów które startowały wsławiła się Itala prowadzona przez hrabiego Borgheze z mechanikiem.  Ilość przygód jakie mieli w trakcie drogi z Paryża do Pekinu wypełniła by grubą książkę.

SONY DSC
Samochód przerobiony z myślą o tym żeby zabrać jak najwięcej paliwa w drogę przez niezamieszkane tereny Azji.Przełożenie napędu z silnika na koła jak widać tradycyjnym łańcuchem, w tamtych czasach przy 120 km/h te łańcuchy nie jednemu kierowcy obcieły głowę.
SONY DSC
Dwa miejsca z przodu raczej nie rozpieszczają, w czasie deszczu bądz burzy gacie mokre!
SONY DSC
Pod maską potężny 7 litrowy silnik! Ile ten smok pali na 100-tkę? Jakieś dwadzieścia litrów!

Mnie najbardziej rozbawiła historia jak książe Borghese naprawiał koło u rosyjskiego bednarza a odbywało się to w pobliżu torów kolei transsyberyjskiej która była dla nich elementem nawigacyjnym. Zaciekawiony drużnik widząc po raz pierwszy w życiu pojazd mechaniczny, za pomocą telegrafu który był nowością i tak naprawdę nikt z niego nie korzystał, rozesłał wzdłuż trasy koleji informację że jedzie diabeł.

Myślę że potraficie sobie wyobrazić jaka to dla nich była niespodzianka,  zamiast z brendy i cygarami czekali na nich z widłami i strzelbami w każdej miejscowości środkowej Azji!

Ale wracając do zamieszczonych  powyżej zdjęć, perełką jest Itala przerobiona na rajdówkę, która przejechała legendarną trasę tego rajdu w 1997 roku czyli w dziewięćdziesięciolecie pierwszej edycji . Nie jest to co prawda ta Itala na której startował hrabia Borgheze, ale miło popatrzeć że ktoś zadał sobie trud. Zazdroszczę reprezentantom Muzeum Speyer możliwości przejechania tej trasy i złapania klimatu jadąc Italą. Co ciekawe Itala oryginalna na której startował Borgheze też startuje we wznowieniach tej imprezy. Ze cztery lata temu pękł blok silnika w Itali w trakcie tego rajdu na terytorium Rosji i dzielni rajdowcy nie załamując się chwilowym niepowodzeniem zakupili Wołgę i wsadzili do Itali silnik z niej, nadając jej uroczyście nazwę Italo-Wołgi. Jak widać duch rywalizacji w Itali hrabiego jest zaklęty w jej każdej śrubie.

Ciekawym eksponatem jest Meserschmit Me 110 wydobyty z jeziora po jego nieudanym wodowaniu. Piękno tego samolotu polega na tym że po wydobyciu z jeziora w nienaruszonym stanie jest do dzisiaj i można go podziwiać. W Polsce zaraz by go chcieli remontować i następne pokolenia nie miały by szansy obejrzeć go w takim stanie.

SONY DSC
Meserschmitt jak widać wodował i ocałał w jednym kawałku, po wielu latach wydobyty z dna jeziora.
SONY DSC
Przy okazji ekspozycji samolotu darczyńczy przekazują części tego samolotu na ekspozycję widoczne pod samolotem. Masz blok silnika do meserschmitta w piwnicy?
SONY DSC
Potężny silnik 500 konny od Meserschmitta, jeszcze teraz pomimo że nie ma zębów widać że musiał być postrachem nieba!
SONY DSC
Silnik z rosyjskiego kukuryżnika po zestrzeleniu. Z jakiego materiału? są te łopaty śmigieł że się nie połamały a zgieły. Już wiem skad się wzieło powiedzenie” gniotsja nie łamiotsa” W tle poczciwy Antonov czyli AN-24. W Polsce do dzisiaj jest ich mnóstwo.

Duża cześć ekspozycji jest poświęcona militariom z okresu drugiej wojny. Są tam prawdziwe perełki dla miłośników tej odnogi motoryzacji.

Tutaj natrafimy na pierwszy pojazd pochodzący z Polski czyli kultowy T -34 czołg który spowodował że rosjanie wygrali wojnę. Niemieckie czołgi, takie jak tygrys czy pantera miały silniki na benzynę i kolejowe dostawy paliwa były często bombardowane. Jak pocisk trafił w cysternę z benzyną to robił się wielki grzyb eksplozji. Natomiast rosyjskie na ropę, jak pocisk uderzył w cysternę to rosyjski sołdat zatykał dziurę kępką trawy i paliwo dojeżdzało na pole walki.

A teraz historia czołgu T-43 na ekspozycji Muzeum Speyer, jak zauważycie na zdjęciu namalowane są na nim polskie znaki rozpoznawcze i po chamsku naklejone rosyjskie. Pod koniec lat 70-tych czołg ten sprzedali do muzeum bracia Kęszyccy znani do dzisiaj z zamiłowania do sprzętu cieżkiego. Nic w tym by nie było dziwnego w dzisiejszych czasach, ale w komunizmie była to strategiczna broń układu warszawskiego.  Jakim cudem oni wywieżli to do kapitalistycznego kraju?  czyli obozu wrogiego w tamtych czasach? Powinni za to zgnić w więzieniu komunistycznym za zdradę! Jak tego dokonali, myślę że już się nie dowiemy.

SONY DSC
Nasz poczciwy T-34 udaje ruska, hańba!

Eksponatem mega ciekawym jest wyciągnięty z jeziora niemiecki Tygrys rozerwany wybuchem. Na mnie zrobił spore wrażenie.

SONY DSC
Rozerwany od środka wybuchem postrach ruskich czyli Tygrys. Uwierzcie że na sam okrzyk Tygrys na polu walki większość żołnierzy rosyjskich uciekała w popłochu.
SONY DSC
Wydobyty z dna jeziora jest ciekawie wyeksponowany.
SONY DSC
W całej okazałości. Przy T-34 był to kolos który ważył 67 ton! Ale to jednak prosty rosyjski czołg wygrał drugą wojnę światową. Nie super technika, ale proste rozwiązania. Czy nasi współcześni dowódcy to wiedzą?

Dla miłośników motocykli same perełki od sportowego Moto Guzzi, przez próby wsadzenia do motocykla sportowego ogromnego silnika w tym przypadku 2 litrowego, teraz żadne halo, ale w tamtych czasach był to kosmos. Jak prowadziło się takiego kolosa na torze wyścigowym? Na takich oponach? No i oczywiście kultowy Munch Mammut.

SONY DSC
Jak tym składać się w zakręcie toru wyścigowego? Myślę że wielu współczesnych kierowców wyścigowych  by kucneło jak kazalibyśmy im rozpędzić się tym sprzętem do 250km/h.
SONY DSC
Ekspozycja motocykli mała ale bardzo ciekawa.
SONY DSC
Dla każdego coś dobrego.
SONY DSC
Klasyczne wyścigowe Moto Guzzi, gdzie niespodzianka?  Zobaczcie na silnik! To nie bokser.

Dla miłośników luksusu, Maybach w wersji przedwojennej oraz z lat 90 tych. Przy tej ekspozycji stoi też obsmarkany Maybach przedwojenny z obciętą budą, który w czasie powojennych lat został przerobiony na obwożny tartak z krajzegą do cięcia drewna. Właściciel tego pojazdu niemiec Johann przez lata użytkował go przyczyniając się tym pojazdem do odbudowy Niemiec ze zniszczeń wojennych. Na starość postanowił oddać go do muzeum pod warunkiem że nie zostanie wyremontowany. I tak do dzisiaj możemy go oglądać w wersji tartacznej.

SONY DSC
Maybach z lat 90-tych a obok przedwojenny. Dla niemców to ikony.
SONY DSC
Słynny tartak Johanna.
SONY DSC
Przepięknie odrestaurowany Maybach przedwojenny. W Polsce nie ma ani jednego egzemplarza.
SONY DSC
A to nie wiem kto, ale chyba amerykaniec bo v-ka.

Dla miłośników Bugatti stoi potężny model Royal których wyprodukowano tylko 11 sztuk. Pierwszy model tego samochodu został zaprojektowany przez Ettore Bugattiego dla bogatego szejka. Ten po otrzymaniu rachunku stwierdził że go nie stać i Ettore zostawił go sobie jako służbówkę. Nagabywany przez klientów o możliwość zakupu zrobił 11 sztuk krótszych od pierwowzoru o ….11 cm. Samochód ten jest mega ikoną luksusu lat 30 tych.

SONY DSC
Spory wóz. ale warunki pracy szofera nie rozpieszczały.

Pomiędzy Bugatkami stoi niepozorny biało czarny samochód z podwójnymi kołami z logiem mercedesa. I tutaj niespodzianka, jest to samochód przywieziony z Polski. A do kogo należał? Ten Mercedes G-4 został zaprojektowany przez firmę Mercedes dla Adolfa Hitlera i był jego paradnym samochodem w którym defilował po zdobyciu kolejnych stolic podbijanych krajów. Samochód wygląda na terenowy ale nigdy w terenie nie był używany, miał na paradzie wyglądać „bojowo” Firma Mercedes rozesłała do każdej stolicy po dwa takie samochody. Do Warszawy również. Po zdobyciu Warszawy odbył on defiladę przed swoimi wojskami w tych samochodach. Po wojnie samochody ocalały i były użytkowane przez Urząd Geodezji w Warszawie. W latach siedemdziesiątych jeden zniknął a drugi podobno poszedł na złom. Co do losów tego który poszedł na złom nic nie wiadomo, natomiast ten drugi odnalazł się w Speyer i po wyremontowaniu stoi na ekspozycji w niepozornych biało czarnych barwach. A mógł stać w naszym muzeum, ale ktoś zarobił pewnie ze dwadzieścia tysięcy marek pozbawiając nasz kraj ciekawego pojazdu.

SONY DSC
Po Niemcu, ale nasz ci on z Polski!

Dla miłośników Ferrari wszystkie praktycznie kultowe modele na czele z F-50. Teraz warte fortunę.

SONY DSC
Nieżle by się prezntowały na Yangtaimer Warsaw na spocie pod stadionem.

Na zewnątrz jest rozbudowana ekspozycja samolotów wojskowych i cywilnych.

Mega wrażenie robią transaatlantyki powietrzne czyli Concord oraz rosyjska odpowiedz czyli Tu – 155. Oba naddzwiękowe. W obecnych czasach nie ma już takich samolotów i z Paryża do Nowego Jorku nie da się już przelecieć w trzy godziny. Bilety były koszmarnie drogie i kosztowały 2000 dolarów ( to były lata 70-te czyli teraz kosztowałyby z 15 tysięcy baksów) Pokład był ciasny, ale podobno kawior i szampan lał się strumieniami. Można zwiedzić oba samoloty i zobaczyć jak wyglądał kokpit i przedziały pasażerskie. Kto wygrał w tym wyścigu naddzwiękowców? Rosjanie czy Francuzi? Rosjanie mieli lepszy samolot ale też i sporego pecha, bo na prezentacji w Paryżu na salonie lotniczym ich TU-155 uległ katastrofie w trakcie pokazu. Marketingowa porażka, mówiąc współczesnym językiem nieco bełkotliwym. Ale jak to się mówi, Pan Bóg nie rychliwy ale sprawiedliwy i wiemy co stało się z losem Concorda. Do dzisiaj Francuzi żałują że uziemili swoje Concordy, była to błędna decyzja.

SONY DSC
Kabina pilotów Concorda, ilu musiało być ludzi w tej kabinie, pięciu to minimum.
SONY DSC
U rosjan w TU-155 nieco weselej, ale też sporo sprzętu.
SONY DSC
Tu-155
SONY DSC
Concord
SONY DSC
Kabina Tu-155 dużo prostsza od Concorda.
SONY DSC
Silnik Cocorda.

W muzeum znajduje się też ekspozycja figurek mocowanych na chłodnicach przedwojennych samochodów. Była to moda tamtych czasów i wielu właścicieli zamawiało figurki obrazujące ich naturę bądz osobowość. Ja znalazłem kilka, z którymi spokojnie mógłbym się utorżsamiać czyli figurki osła bądz sępa.

SONY DSC
Co tu pisać, jaki Pan taki kram.
SONY DSC
Kaczka trochę niepolityczna ale sęp zawsze na czasie.

W muzeum znajduje się też prawdziwa perełka czyli zbudowany przez syna Bugattiego Jeana ogromny kabriolet na podwoziu modelu Royal. Samochód zbudowano dla przedsiębiorcy Esdersa. Do dzisiaj Francuzi fukają że to replika, bo do naszych czasów przetrwało tylko podwozie z silnikiem a muzeum na bazie oryginalnych zachowanych kopyt zrobiło nowe nadwozie. Dla Francuzów zakochanych w motoryzacji zabytkowej to już replika.

SONY DSC
W tle widoczne drewniane oryginalne kopyto do wyklepania nadwozia. Sam samochód cudo!

 Ogromna ekspozycja jest poświęcona mini samochodom które były zamawiane dla małych pociech milionerów, jak tata kupił Bugatti to zamawiał również małe Bugatti dla swojej latorośli. Z reguły były robione również przez fabryki samochodów normalnych. Było to możliwe z tego względu że samochody w tamtych czasach były robione ręcznie zwłaszcza te luksusowe. Więc nie było problemu zrobić „małą” wersje danego modelu. Cena mini Bugatti z Bugatti? Kosmos! Ale kto bogatemu zabroni?

SONY DSC
Rolls dla dzieciaka z lat 20 tych.
SONY DSC
Samochodzik z początku wieku! Kosmos!
SONY DSC
Ale samolocikiem dzieciaki też nie pogardziły.
SONY DSC
Tata miał duży syn mały.
SONY DSC
Tutaj voituretki czyli dla dorosłych za mały, dla dzieci za duży, ale takie coś też robili.
SONY DSC
Cudo!

Pomalutku zbliżamy się do prawdziwej ikony motoryzacji przedwojennej czyli kultowej srebrnej strzały. Na ekspozycji stoi Mercedes oraz jego konkurent na torach wyścigowych czyli Auto Union. Są to samochody z 500 konnymi silnikami zasilane kompresorami.  Na torach wyścigowych wzbudzały niepohamowany zachwyt publiczności oglądającej zmagania Mercedesów z Auto Unionami.

Mrcedesów wyprodukowano 22 sztuki. Do dzisiejszych czasów przetrwało kilka, które poza dwoma egzemplarzami należącymi do prywatnych osób należą do Mercedesa i Audi czyli dawniejszego Auto Uniona. Obecna wycena tych pojazdów to 60 milionów euro za sztukę. Od wielu lat nie ma żadnego egzemplarza na sprzedaż, jeśli ktoś ma w stodole i zdecydowałby się na sprzedaż to transakcji dokonałby w 15 minut. Ale byłby to marny biznes bo za cztery lata będą warte już 120 milionów.

A teraz ciekawostka? Skąd pochodzi Srebrna Strzała z ekspozycji Muzeum? Brawo! Tak z Polski! Zgadliście!

Samochodem jeżdził Hans Stuck i dotarł do Warszawy w powojennej migracji dóbr. Stał przez rok na parkingu państwowym na łazienkowskiej przykryty plandeką. Inżynier Esse jako młody łepek wypatrzył go na tym parkingu i ze względu na fakt zainteresowań motoryzacyjnych, przekupił cieciów dwoma siatami piwa żeby obejrzeć co jest pod plandeką, bo jej kształt a raczej kształt tego co jest pod plandeką wzbudzał jego zainteresowanie. Po odrzuceniu plandeki stanął jak wryty, prawdziwa srebrna strzała! Przesiedział w nim całą noc i dopiero nad ranem przegonili go ciecie którzy przetrzeżwieli po nocnej libacji.

Samochód został przekazany do Muzeum Motoryzacji które zresztą istnieje do dzisiaj i znajduje się w Chlewiskach a kiedyś w Warszawie. Tam ówczesny dyrektor ( nazwisko do wiadomości „redakcji” bo beneficjent jeszcze żyje ) w porozumieniu z Ś.P. Tabenckim „wyczarterowali” ten samochód za granicę. Tabencki sprzedał go kolekcjonerowi z Holandii za 10 tysięcy guldenów. Tamten dokonał remontu i przez wiele lat był w jego kolekcji. Na fali wzrostów wartości tych pojazdów ( musimy pamiętać że w latach 60-70 wszyscy mieli te samochody w dupie a słowo kolekcjoner nie istniało ) holenderski kolekcjoner sprzedał go muzeum gdzie obecnie się znajduje, za cztery miliony franków, pod koniec lat 80 tych uważając że zrobił dil życia. Do dzisiaj żałuje że go sprzedał!

SONY DSC
Inżynier Esse przesiedział w tym kokpicie całą noc na parkingu w Warszawie w latach sześćdziesiątych.
SONY DSC
Piękna maszyna, ale i też niebezpieczny potwór w prowadzeniu, potężny silnik z przodu i kierowca z tyłu. tylko kilku kierowców potrafiło okiełznać tego potwora.
SONY DSC
Trochę szkoda że go Tabencki wywiózł z Polski.
SONY DSC
Obok Auto Union, kiedyś na torach wyścigowych też stali obok siebie na linii startu.

Trochę szkoda że takie ciekawe pojazdy opuściły nasz kraj i już nigdy nie wrócą.

Na pewno zadajecie sobie pytanie kto ma oprócz egzemplarzy znajdujących się w rękach Audi i Mercedesa dwa pozostałe egzemplarze znajdujące się w prywatnych rękach? Jeden należy do obywatela Czech i obecnie stoi na ekspozycji Muzeum Techniki w Pradze.  Byłem tam i całowałem tego Mercedesa, zdjęcie macie poniżej!  Czech od początku lat 90 tych jest wręcz bombardowany ofertami sprzedaży i ma to  w dupie! Jakim trzeba być gościem z charakterem żeby zatrzymać taki zabytek w swoim kraju, chciałbym go poznać!20160403_131507

Druga Srebrna Strzała znaduje się od wielu dzisiątek lat w prywatnej kolekcji w Dubaju. Tamtej Srebrnej Strzały poza wąskim gronem nie widział nikt, może to i lepiej.20160403_124114

Srebrna strzała w Muzeum w Pradze.

Zapraszam do Muzeum Speyer i myślę że każdy miłośnik motoryzacji znajdzie coś dla siebie. Jak wytropicie polskie wątki pojazdów to dajcie mi meila.

SONY DSC
Maszyny parowe i Bianka.
SONY DSC
Kącik przeciwlotniczy, kto szukał latarki?
SONY DSC
Dla miłosników militariów do koloru do wyboru.
SONY DSC
Nawet wypatrzyłem garbusa.
SONY DSC
Nie wiem co za Mercedes ale Biance się podoba!
SONY DSC
Piękne oczy mam komu je dam? Mercedes Nurnberg.
SONY DSC
Mrcedes Simplex
SONY DSC
Nie wiem co to ale przepiękne.
SONY DSC
Szpiegowski amerykański helikopter z czasów zimnej wojny.
SONY DSC
Bianka na safari, nie drażnić tygrysów!
SONY DSC
Rolls
SONY DSC
Coś na koniec dla laweciarzy. Ładne co?
SONY DSC
A te samoloty poznajecie?
SONY DSC
Współczesna młodzież mówi na to brzydota! Samochód cara Aleksandra!

 

 

 

 

Vis z Powstania Warszawskiego czyli jak nie strzelić sobie w kolano !

Ze względu na zamiłowanie do motoryzacji i historii jako takiej, chciałbym wam przedstawić wyjątkowych ludzi których miałem przyjemność poznać we Wrocławiu w zeszłym tygodniu. Co prawda samej motoryzacji będzie niewiele ale traficie w 100 procentowo męski świat. O czym będę pisał w tej relacji? Spokojnie nie o elektrycznych samochodach i o rozważaniach, ile ich się sprzedało w Polsce w tym roku 10 ? czy 50 sztuk?

Chciałbym wam przedstawić historię która jest absolutnie już niestniejącym światem, światem który pomału zapominamy a dotyczy wojny, pasji i tym żeby przez całe życie pamiętać o swojej historii.

Ale do konkretów! We Wrocławiu miałem możliwość poznać Pana Andrzeja Dobrowolskiego który jest jednym z członków barwnego Bractwa Kurkowego we Wrocławiu. Bractwa kurkowe dla niewtajemniczonych to odpowiednik klubów motoryzacyjnych, ale zrzeszających miłośników broni palnej zarówno historycznej jak i współczesnej. Organizują pikniki krzewiące historię i dające możliwość postrzelania z broni sportowej do tarczy ( oczywiście na strzelnicy ) Aby zostać członkiem Bractwa Kurkowego trzeba długo praktykować i mieć pasję do broni palnej, od razu muszę wyjaśnić że nie chodzi tu o szurniętych nacjonalistów bądz innych oszołomów. Bractwa kurkowe maja charakterystyczne stroje oraz swoje herby. Organizują co miesiąc spotkania strzeleckie zarówno dla mieszkańców ( w tym przypadku Wrocławia) jak i we własnym gronie. Na takie spotkanie trafiłem zaproszony przez jednego z członków bractwa a mojego znajomego Pawła Młyńczyka z Wrocławia.

Absolutną i bezdyskusyjną gwiazdą Towarzystwa Kurkowego we Wrocławiu jest Pan Andrzej, 90-letni Pan, który podobno nigdy nie rozstaje się ze swoim VIS-em ( kultowy pistolet produkowany w Polsce w latach 30 tych zeszłego wieku)   zdobytym w czasie Powstania Warszawskiego. Jego opowieść o tym w jaki sposób zdobył tego Visa jest nieprawdopodobna i słuchałem jej z otwartą buzią. Przytaczam w całości bez skrótów reportaż redaktora Wojciecha Chądzyńskiego który opisał tę relację na łamach lokalnej gazety:

VIS obok pistoletu maszynowego Błyskawica, produkowanego na wzór Stena przez konspiracyjnych rusznikarzy był bronią o której marzył każdy uczestnik Powstania Warszawskiego. Pan Andrzej Dobrowolski zdobył swojego visa od dowódcy jako nagrodę za udaną akcję bojową – Było to 23 sierpnia 1945 roku –wspomina Dobrowolski. Po odparciu ataku na naszą barykadę przy ulicy Bielańskiej, zobaczyliśmy na jezdni zabitego esesmana. Niemiec leżał jakieś 150 metrów od naszych pozycji, a obok niego nowiutki i piękny ręczny karabin maszynowy MG-42. Wieczorem podczas odprawy dowódca naszego zgrupowania kapitan Tomasz Zdan, pseudonim Sosna, oświadczył że kto przyniesie ten karabin, otrzyma w prezencie Visa.

Postanowiłem spróbować.

Z kolegą Stasiem, również łącznikiem, zaczeliśmy czołgać się w stronę esesmana. Nad nami przelatywały serie z karabinów maszynowych,obok wybuchały pociski granatników, a my, pełznąc po bruku, widzieliśmy tylko ten karabin. Kiedy go już przynieśliśmy, Sosna wręczył mi Visa oraz trzy naboje. Nosiliśmy go na zmianę. Ja do południa, Stanisław po południu. Na pewno byliśmy jedynymi szesnastolatkami w Armii Powstańczej, którzy mieli własną broń. Pod koniec sierpnia Stasiu został śmiertelnie ranny podczas przenoszenia meldunku. Od tej chwili Vis należał tylko do mnie.

Szczęśliwie udało mi się go przechować aż do wyzwolenia. Pod koniec roku 1945, kiedy jechałem z rodzicami do Wrocławia, pistolet, ukryty między koszulami, wiozłem w starej walizce. Był on pierwszym egzemplarzem moich dzisiejszych zbiorów. Kolekcji broni palnej Andrzejowi Dobrowolskiemu mogłoby pozazdrościć nie jedno muzeum. Odwiedzający go kolekcjonerzy z nieukrywana zazdrością podziwiają jego wspaniałe pistolety oraz karabiny lontowe,skałkowe, kołowe i kapiszonowe. Ma też Dobrowolski broń z początków naszego stulecia i współczesną. Eksponatem z którego Pan Andrzej jest najbardziej dumny, jest VIS z serii zerowej. Starszego egzemplarza nie ma nawet Muzeum Wojska Polskiego. VIS-y fascynowały mnie zawsze- mówi. Podobny zachwyt wzbudzają w każdym miłośniku broni. Przed drugą wojna światową należał do najbardziej udanej broni tamtych czasów na świecie. Były bardzo celne, doskonale dopasowane do ręki i idealnie wyważone. Dowodem ich niezawodności jest jeden z moich egzemplarzy. W ubiegłym roku wyciągnięto go z zatopionego u wybrzeży Bałtyku niszczyciela Wicher. W wodzie morskiej przeleżał ponad 50 lat. Jest przeżarty rdzą, skorodowany, lecz wszystkie mechanizmy nadal wspaniale działają. Twórcami pistoletu VIS wz. 1935. Który w latach 1935-1939 był bronią osobistą oficerów i podoficerów Wojska Polskiego, są profesor Piotr Wilniewczyc i Jan Skrzypiński. Pierwsze egzemplarze tego pistoletu wykonano w roku 1930.Po przejściu wielu prób balistycznych broń została opatentowana i otrzymała nazwę WIS od pierwszych liter nazwisk konstruktorów. Rok póżniej na życzenie Departamentu Uzbrojenia Ministerstwa Obrony zmieniono pierwszą literę na V i w ten sposób pistolet został nazwany VIS, co po łacinie znaczy siła. Do wybuchu drugiej Wojny światowej fabryka broni w Radomiu wyprodukowała 50 tysięcy sztuk tych pistoletów. Po zajęciu fabryki przez Niemców produkcji nie zaprzestano. Okupant, doceniając zalety tej broni, wykonał jej około 310 tysięcy sztuk. Nadal nosiły nazwę VIS i od wyprodukowanych w przedwojennej Polsce różniły się jakością, były znacznie gorsze i nie miały wygrawerowanego orzełka.Dziś Visy są bardzo poszukiwane przez kolekcjonerów broni. Na zachodzie przedwojenny egzemplarz osiąga cenę 3500 tysiąca dolarów. Najwięcej bo 160 sztuk ma ich w swojej kolekcji mieszkaniec Toronto”

 Tak w opisie kolegi redaktora Wojtka wyglądała sprawa zdobycia Visa i jego historia. Ja uzupełniając tę opowieść muszę dodać epizod o tym w jaki sposób Pan Andrzej uniknął śmierci z rąk Niemców po upadku Powstania Warszawskiego, bo z tego co wiemy z historii w Warszawie odbyła się rzeż zarówno powstańców jak i mieszkańców Woli czy innych dzielnic. Pan Andrzej wraz z rodzicami został spędzony w miejsce selekcji robionej przez Niemców – kobiety i dzieci na roboty do Niemiec, mężczyżni do Treblinki. Selekcję przeprowadzał tłusty Niemiec i był bardzo skrupulatny. Zaczął padać deszcz i Niemca który poszedł się schować zastąpił Austryjak, który z daleka pyta się czy to dziewczynka czy chłopiec? Pan Andrzej miał długie włosy i pelerynę więc matka krzykneła że dziewczynka i tak ocaliła syna od niechybnej śmierci. W 1945 roku po powrocie postanowili przeprowadzić się na ziemie odzyskane czyli do Wrocławia gdzie zajeli jeden z domów poniemieckich w którym Pan Andrzej mieszka do dziś i co ciekawe dom ten wygląda tak samo jak w 1945 roku! Co wprawiło mnie w zdumienie nigdy nie przeszedł remontu, może dla tego że każdy centymetr domu zajmuje kolekcja kolejek która poza bronią jest drugą wielką pasją Pana Andrzeja ( zdjęcia domu nie daję ze względu na fakt zapewnienia mu bezpieczeństwa bo już raz został napadnięty i przypalany żelazkiem!) Ale możecie zobaczyć na moim blogu filmy z jego kolekcji kolejek usytuowanej na środku salonu!

Po sprowadzeniu się do Wrocławia Pan Andrzej opowiada że miasto było kompletnie opuszczone i na rynku we Wrocławiu panował straszny bałagan, porozrzucane przedmioty, zniszczone samochody i motocykle! Jako młody człowiek zbierał porzucone motocykle i zgromadził ich koło 60 sztuk, i do dnia dzisiejszego posiada jeszcze nieliczne egzemplarze uzupełnione o motocykle z lat 60 tych bądz 80 tych.

Barwna postać 90 latka z nieprawdopodobną historią i pasją kolekcjonerską byłaby kolejną ciekawą opowieścią o świecie który przemija, ale w tym człowieku jest coś więcej.

Nigdy nie miałem w ręku broni palnej i ze względu na fakt mojego przyjazdu z Warszawy na to spotkanie pozwolono mi postrzelać z autentycznego VIS-a. Na strzelnicy najpierw załadowałem pistolet CZ małokalibrowy żeby się wprawić. Strzelanie jak strzelanie, pach, pach, jest hałas i zapach prochu, no ale jakoś nie kucnąłem z wrażenia! Aż do momentu kiedy wziąłem do ręki autentycznego Visa, załadowałem go 9 mm amunicją, skierowałem wylot lufy do tarczy oddalonej o 50 metrów! I nacisnąłem spust ! Nieprawdopodobna armata, czuć odrzut, ale też super wyważenie tej broni i leży tak w ręku że myślę że wciągu jednego dnia nauczyłbym się celnie z niej strzelać.

Niestety celność w moim wykonaniu używając nowoczesnych bełkotliwych sformułowań „nasycenie tarczy strzelniczej moimi kulami wyniosła 0”

Zaraz po mnie Visa wziął Pan Andrzej załadował pięć kul i trach,trach,trach wszystkie wywalił w tarcze zanim ja zastanowiłem się w którą tarczę będzie celował. Drepczemy do tarczy ja patrzę z niedowierzaniem a tam wszystkie kule w środku tarczy trochę z lewej, tutaj Pan Andrzej z wyrzutem do siebie że w tym egzemplarzu trzeba „zatopić” w szczerbince. Tak sobie pomyślałem że jak on ma 90 lat i taka skuteczność, to jego Vis musiał być postrachem Niemców w czasie wojny.

Potwierdza się że do każdej pasji trzeba się urodzić, a Pan Andrzej bez dwóch zdań urodził się aby kolekcjonować broń i dbać o historię dla potomnych. Zapraszam do obejrzenia zdjęć z komentarzami z tego spotkania.

SONY DSC
Legendarny VIS i w obecnych czasach budzi duże zainteresowanie, jak tylko go Pan  Andrzej wyciągnał wszyscy chcieli obejrzeć!
SONY DSC
Rozkładamy ekspozycję broni historycznej od roku 1303 do współczesnej. Zwiedzający bedą mogli zapoznać się z rozwojem ręcznej broni palnej, a jest to kawał historii.
SONY DSC
Pistoletów Pan Andrzej Dobrowloski ma w swojej kolekcji ponad setkę!
SONY DSC
VIS z bliska, mocno niepozorny ale to była i jest broń której wszyscy porządają.
SONY DSC
Mnie najbardziej wzruszyły tarcze strzelnicze w pomieszczeniach klubu strzeleckiego na strzelnicy usytuowanej na Stadionie Olimpijskim  we Wrocławiu.
SONY DSC
Orzełek na Visie znajduje się na egzemplarzach wyprodukowanych przed wojną.
SONY DSC
Ekspozycję szykują członkowie Bractwa Kurkowego Pan Andrzej Dobrowolski oraz Paweł Młyńczyk z Wrocławia.
SONY DSC
A to jest kultowa broń krótka rosyjska czyli tzw. TT-ka, słyszałem ale nigdy nie widziałem, nasz polski VIS na pierwszy rzut oka jest lepiej wykonany.
SONY DSC
A tu ciekawostka! i pytanie do was! Ile lat ma ta amunicja?  Możecie się pomylić o 20 lat.
SONY DSC
Broń na czarny proch z kolekcji Pana Andrzeja.
SONY DSC
Amunicja 9 mm do VISA na szczęście współczesnej produkcji.
SONY DSC
Grochówa już się szykuje, będzie wyżera ( wstyd się przyznać ale zjadłem trzy porcje taka była dobra )
SONY DSC
Odpowiedz na pytanie z którego roku jest amunicja widnieje na pudełku.
SONY DSC
Dwa VIS-y na pierwszym planie.
SONY DSC
Zaraz bedziemy wpuszczać zwiedzających!
SONY DSC
Tetetka rosyjska z bliska, toporna !
SONY DSC
Strzelać do zdjęć kobiet, to okrucieństwo! No chyba że jest się swieżo po rozwodzie i podziale majątku.
SONY DSC
Stroje bractwa kurkowego są dosyć charakterystyczne.
SONY DSC
Polskiej produkcji naboje, teraz już zabytkowe, ale Pan Andrzej nadal z nich strzela.
SONY DSC
Stoisko gotowe! Czwarty od przodu to pistolet o zapłonie sprężynowym projektu Leonarda da Vinci. Kosmos! Nie chce wiedzieć ile jest warty.
SONY DSC
Widoczna broń to nawet nie 1/3 kolekcji Pana Andrzeja Dobrowolskiego! O każdej sztuce broni może opowiadać godzinami.
SONY DSC
Nagrody dla najlepszych strzelców zakończenia sezonu strzeleckiego Bractwa Kurkowego z Wrocławia.Pierwszy i najbardziej okazały puchar od Prezydenta Wrocławia Pana Dutkiewicza.
SONY DSC
Pan Andrzej Dobrowolski  pokazuje początki broni palnej, tzw. pistolę z 1303 roku, to jest replika bo oryginał nie przetrwał do naszych czasów.
SONY DSC
Publiczność z zaciekawieniem ogląda wystawę.
SONY DSC
Ludzie z pasją! Od lewej Paweł Młyńczyk, w środku  Pan Andrzej Dobrowolski oraz po prawej stronie obecnie restaurujący motocykl BMW Sahara z 1938 roku Piotr Majewski
SONY DSC
Niektórzy mają oko, niestety nie jest to moja tarcza. W prawym górnym rogu punktacja każdego strzału, jedna rubryka to jeden strzał, strzałów jest 10. Potem sumujemy wszystkie punkty i mamy np. 240 punktów. Wygrywa oczywiście ten który ma ich najwięcej.
SONY DSC
Pierwsza broń palna tzw. pistola ten egzemplarz pochodzi z terenu polski z wykopek archeologicznych Pan Andrzej Dobrowolski wykonał do niej rekojeść drewnianą.
SONY DSC
Na strzelnicy były również kobiety, im jest najlepiej, bo nawet broń jej przeładowują a ja musiałem sam.
SONY DSC
Wstyd się przyznać ale ja nie trafiłem żadnym pociskiem w tarczę, chciałbym zrobić takie sito jak Pan Maciej Rawski.
SONY DSC
Bomboniera dla dużych chłopców, co jest w tym pudełku?  Dobre pytanie!
SONY DSC
Właścicielem bomboniery jest Pan w środku czyli Andrzej Dobrowolski.
SONY DSC
A tak wygląda wnętrze bombonierki dla dużych chłopców.
SONY DSC
Amunicja do Visa
SONY DSC
W bombonierce jest pistolet oraz colt 9 mm
SONY DSC
Jak to mówił Nikodem Dyzma pucu nigdy nie za dużo. Demonstrujemy puchary dla najlepszych strzelców zakończenia sezonu wrocławskiego Bractwa Kurkowego.
SONY DSC
Po dwóch stronach barykady czyli spotkanie niemieckiego członka bractwa kurkowego i Andrzeja Dobrowolskiego.
SONY DSC
Strzelamy z broni sportowej, każdy może zostać zwycięzcą! Mi to chyba lufę zgieli bo nie trafiłem ani jednym starzałem.
SONY DSC
Broń  na stoisku Pana Andrzeja zawsze fascynuje pasjonatów broni krótkiej, tutaj demonstruje Visa.
SONY DSC
Boboniera na strzelnicy, zaraz bedziemy strzelać!
SONY DSC
Zestaw na strzelnicy.
SONY DSC
Bractwo Kurkowe i zwycięzca strzelania, imiona podam póżniej bo podobno tajne.
SONY DSC
Andrzej Dobrowolski strzela z VIS-a na 50 metrów! Wszystkie kule w tarczy, szok!
SONY DSC
Od lewej szef bractwa Kurkowego oraz w środku zwycięzca z nagrodą.
SONY DSC
Wyróżnienie z rąk prezesa Bractwa Kurkowego.
SONY DSC
Część motoryzacyjna bractwa, Pan Andrzej ma motocykle. Paweł samochody zabytkowe a Piotr BMW Saharę z 1938 roku.
SONY DSC
Najbardziej zasłużony weteran bractwa, po lewej odznaczenia z powstania warszawskiego.
SONY DSC
VIS zaraz będzie w użyciu.
SONY DSC
Główny zwycięzca otrzymuje puchar Prezydenta Miasta Wrocławia.

SONY DSC

SONY DSC
Andrzej wpędza wszystkich w kompleksy.
SONY DSC
Bractwo kurkowe w komplecie, do zobaczenia na wiosnę na rozpoczęciu sezonu.
SONY DSC
Chowamy amunicję do pudełka.
SONY DSC
Tutaj Szef Towarzystwa Kurkowego przy wypisywaniu dyplomów.

Ave Cezar! Ave Topacz! Ave MotoClassic !

W najbliższym tygodniu (12-14.08.2016) odbędzie się najbardziej „tłusta” impreza sezonu poświęcona pojazdom zabytkowym. Przeznaczona dla miłośników samochodów zarówno tych z początków motoryzacji i z okresu II Rzeczpospolitej, jak i tych powszechnie znanych, z lat 60-70.tych. Spotkać tu więc można przedwojenne Mercedesy, Fordy (był nawet prawdziwy rarytas, czyli jedyne w Polsce Bugatti), ale także nasze poczciwe PRL-owskie kaszlaki, poldki czy smutki.

Impreza odbywa się w gminie Kobierzyce, 15 kilometrów od centrum Wrocławia, blisko trasy S8. Baza zlotu znajduje się na Zamku Topacz, zajmującym sporą powierzchnię prawie 50 hektarów. Zmieszczą się więc tam wszystkie pojazdy zabytkowe, które na imprezę przyjadą, a i tak zostanie dużo miejsca dla zwiedzających. Sam zamek został pieczołowicie odrestaurowany, wraz z całą infrastrukturą, taką jak magazyny i spichlerz.

Tytułowy Ave Cezar to pan Tomasz Kurzewski – przemiły i charyzmatyczny właściciel Zamku Topacz, producent filmowy, deweloper oraz miłośnik motoryzacji zabytkowej. Wraz z żoną Dorotą jest inicjatorem zlotów automobilowych na zamku.

Obecna edycja jest już piąta i z roku na rok cieszy się coraz większym powodzeniem. Pomyślałem więc sobie, że może już pora na kronikarską opowieść o pierwszym spotkaniu automobilistów w Kobierzycach w 2011 roku. Oczywiście o tegorocznej edycji też napiszę, ale musi się ona najpierw odbyć, więc na relację trzeba poczekać!

Ale do konkretów! Mój pierwszy kontakt z zamkiem Topacz i panem Tomaszem Kurzewskim absolutnie nie był związany z zabytkową motoryzacją, za to z budownictwem pasywnym i energooszczędnym. W swoim dorobku mam bowiem kilka książek o budownictwie pasywnym, odniosłem też kilka sukcesów w postaci zbudowania pokazowych domów zeroenergetycznych czy pasywnych, w których testowane są technologie budowlane, dostępne na polskim rynku.

Od razu widzę wielkie oczy u tych, którzy mnie znają. Jak to możliwe: ty i książki? Autorytet w dziedzinie budownictwa? No cóż, nie sądźcie po pozorach. To, że głośno śpiewam, palę cygara i piję łyskacza bez umiaru na imprezach, to nie znaczy że nie posiadam też innych talentów.

Do zamku Topacz sprowadził mnie z Warszawy pan Krzysztof Sikorski pełniący obowiązki animatora działań organizacyjnych związanych z utworzeniem muzeum. Chodziło o opinię dotyczącą remontowanego hotelu i restauracji na terenie zamku Topacz. W tamtym czasie na tym terenie nic właściwie jeszcze nie było, poza kortami tenisowymi i studiem filmowym usytuowanym w budynku obecnego Muzeum Motoryzacji.

W międzyczasie okazało się że, podobnie jak ja, zarówno Pan Tomasz Kurzewski jak i Pan Krzysztof Sikorski to miłośnicy zabytkowej motoryzacji, szczególnie tej polskiej. Gadu, gadu i wyszło, że w planach jest organizacja imprezy automobilowej na huczne otwarcie Zamku Topacz, pod nazwą Pierwszy Zlot Pojazdów II Rzeczpospolitej. Jej ideą miało być propagowanie historii Polskiej Motoryzacji. Wśród sponsorów znalazł się także wielki miłośnik i entuzjasta polskiej motoryzacji Pan Krzysztof Popławski, właściciel firmy Wagraf. Obaj mamy w swoich kolekcjach kultowy model Polskiego Fiata 518 (pan Popławski dwa egzemplarze, a ja jeden). Są to jedyne w Polsce pojazdy tej marki, które są na chodzie.

Prace budowlane w zamku Topacz trwały bez ustanku, aby zdążyć z infrastrukturą hotelową na rajd. Chodziło o to, żeby przynajmniej część uczestników nocowała na terenie bazy zlotu. Wspólnie, czyli ja, dwóch Krzysztofów oraz Pan Tomasz zaplanowaliśmy też część związaną z promocją rajdu. Moją działką było zorganizowanie wystawy pojazdów promujących imprezę na wrocławskiej Marinie, należącej do szefa wszystkich szefów czyli gospodarza imprezy. Przed samym rajdem wystawę przenieśliśmy na rynek wrocławski, gdzie przez kilka dni pokazywaliśmy kultowego Polskiego Fiata 518 z 1933 roku oraz najpopularniejszą taksówkę lat 20-tych w Polsce czyli Essexa Super Sixa z 1927 roku. Oba pojazdy były świeżutko po profesjonalnej odbudowie i ich blask porażał nawet mnie, tym bardziej, że były to pierwsze samodzielnie odremontowane samochody w moim życiu. Można było też zobaczyć Sokoła 1000 należącego do Pana Tomasza Kurzewskiego.

Obie wystawy cieszyły się dzikim zainteresowaniem, a zwłaszcza informacja o tym, że we Wrocławiu odbędzie się zlot samochodów na terenie Zamku Topacz.

Na samym zamku toczyły się też intensywne prace aby uruchomić salę ekspozycyjną poświęconą kultowym pojazdom firmy Rolls Royce oraz całej ciężarówki gadżetów i pamiątek o tej firmie. Właścicielem tej kolekcji jest pan Misiak Darek z Wrocławia.

W pierwszej edycji rajdu udział wzięło z 50 pojazdów, w większości przedwojennych. Prawdziwym rarytasem była możliwość zobaczenia wszystkich polskich, jeżdżących 518-tek obok siebie, jednej mojej i dwóch pana Popławskiego. To coś, co już nigdy się nie powtórzyło od tamtego czasu!

Sceneria Zamku Topacz i dużo terenu do ekspozycji na pewno pomogła w sukcesie imprezy. Samochody można było wyeksponować. Odbywały się prezentacje, konkursy oraz wspaniały bankiet w budynku obecnego muzeum motoryzacji.

Bankiet był w stylu francuskim, bardzo wystawny, wszyscy dobrze się bawili i poznałem wiele ciekawych osób. Pisanie nie odda scenerii i klimatu pierwszej edycji. Warto obejrzeć zdjęcia.

Mam nadzieję, że spotkamy się na tegorocznej edycji tej imprezy!

SONY DSC
W drodze do Wrocławia, samochody są świeżo zrobione więc jedziemy na kołach! Wtedy trasa katowicka była w remoncie przed Euro 2012 i było zwężenie do jednego pasa przez 40 kilometrów! Nawet nie wiecie jakie mogą być wyzwiska kierowców kiedy zwężenie się skończyło! Fiat jedzie 80 km/h, ale Essex 60 k/m!
Oraganizujemy stoisko promocyjne rajdu na Marinie.
Oraganizujemy stoisko promocyjne rajdu na Marinie.
Polski Fiat 518 gdzie by się nie pojawił generuje nieprawdopodobne zainteresowanie.
Polski Fiat 518 gdzie by się nie pojawił generuje nieprawdopodobne zainteresowanie.
Essex jest samochodem który najbardziej podoba się Paniom, dlaczego? Nie mam pojęcia!
Essex jest samochodem który najbardziej podoba się Paniom, dlaczego? Nie mam pojęcia!
Ale jak widać i wrocławiankom nic nie brakuje!
Ale jak widać i wrocławiankom nic nie brakuje!
Mój drugi kierowca czyli Bianka, nomen, omen wrocławianka czyli u siebie.
Mój drugi kierowca czyli Bianka, nomen, omen wrocławianka czyli tubylec.
Ale i Fiat nie narzekał!
Ale i Fiat nie narzekał na brak zainteresowania !
Na pierwszym planie Sokół 1000 właściciela Topacza Tomasza Kurzewskiego
Na pierwszym planie Sokół 1000 właściciela Topacza Tomasza Kurzewskiego, na drugim planie Bianka przystrojona w piórka!
Polski Fiat 518 zadawał szyku pucharem za zwycięstwo w GP Lwowa które odbyło się dwa tygodnie wcześniej. Zwycięstwo we Lwowie było okupione połamanymi resorami.
Polski Fiat 518 zadawał szyku pucharem za zwycięstwo w GP Lwowa które odbyło się dwa tygodnie wcześniej. Zwycięstwo we Lwowie było okupione połamanymi resorami.
O naszej inicjatywie wystawienniczo- promocyjnej zrobiło się głośno we Wrocławiu.j
O naszej inicjatywie wystawienniczo- promocyjnej zrobiło się głośno we Wrocławiu. Dokoptowali do nas wolontariusze rajdu.
Chwila spokoju czyli rano! Potem non stop trzeba odpowiadać na tysiące pytań na temat pojazdów i rajdu.
Chwila spokoju czyli rano! Potem non stop trzeba odpowiadać na tysiące pytań na temat pojazdów i rajdu.
Marina ma genialne położenie naprzeciwko Uniwersytetu Wrocławskiego
Marina ma genialne położenie naprzeciwko Uniwersytetu Wrocławskiego
Marina w całej krasie! Do dzisiaj jest tam kultowa knajpa o nazwie Przystań naprawdę z dobrym żarciem! Na stolik w weekend wieczorem nie masz co liczyć!
Marina w całej krasie! Do dzisiaj jest tam kultowa knajpa o nazwie Przystań naprawdę z dobrym żarciem! Na stolik w weekend wieczorem nie masz co liczyć!
Nawet w tramwaju były nosy przylepione do szyb!
Jak widać we Wrocławiu tramwaje nowiutkie!
Sokół 1000 to ikona polskiej motoryzacji, ale kolor sprawdziłem to ściągnięty
Sokół 1000 to ikona polskiej motoryzacji, ale kolor sprawdziłem pochodzi z francuskiego przedwojennego citroena! Ale super pasuje do tego motocykla!
Na rynku co dzień masa ludzi!
Na rynku co dzień masa ludzi!
essex super six jako gangsterski samochód z lat 20 tych miał swoich miłośników i fanów.
essex super six jako gangsterski samochód z lat 20 tych miał swoich miłośników i fanów.
Fiat 518 wygładał na rynku we Wrocławiu
Fiat 518 wygładał na rynku we Wrocławiu jak przysłowiowy milion dolarów!
Na Marinie było trochę ludzi ale tutaj non stop.
Na Marinie było trochę ludzi ale tutaj non stop.
Wystawa automobili na rynku we Wrocławiu
Wystawa automobili na rynku we Wrocławiu
Essex porażał chromami, jak go zrobiłem to moi koledzy przestali się do mnie odzywać, nie wiem dlaczego! Zazdrościli by ? niemożliwe! Zazdrosnym to można być o piękną kobietę, chyba?
Essex porażał chromami, jak go zrobiłem to moi koledzy przestali się do mnie odzywać, nie wiem dlaczego! Zazdrościli by ? Niemożliwe! Zazdrosnym to można być o piękną kobietę, a nie brykę, chyba?
Momentami był szturm!
Momentami był szturm!
Stoisko z tyłu miało zaplecze w postaci stolików do poraozmawiania z tymi którzy są
Stoisko z tyłu miało zaplecze w postaci stolików do dyskusji o motoryzacji.
Pojazdom ustawionym na rynku towarzyszyła wystawa dokumentująca historię
Pojazdom ustawionym na rynku towarzyszyła wystawa dokumentująca historię polskiej motoryzacji.
Rozpoczyna się zlot na zamku w Topaczu.
Rozpoczyna się zlot na zamku w Topaczu.
Zwiedzający dopisali
Zwiedzający dopisali
Essex już w Topaczu!
Essex już w Topaczu!
Komandor rajdu
Komandor rajdu
SONY DSC
Rozdanie nagród, zwycięstwo odniosłem w dwóch kategoriach za próby sportowe i  nagrodę specjalną za Polskiego Fiata 518.
SONY DSC
Pora na bankietowanie.
SONY DSC
Apolinary i Ewa Bartniccy właściciele Austro-Daimlera z Nowego Dworu Mazowieckiego
SONY DSC
Właściciel kolekcji Rolls Roysów Misiak Darek.
SONY DSC
Nasz stolik nie mamy cygar ale mamy bułeczki i soczek z foczek.
SONY DSC
Nie wiem kto to ale się dowiem
SONY DSC
Córka szefa wszystkich szefów  Julka, ale czemu nikt nie zaprasza do tańca.
SONY DSC
Właściciel Polskiego Fiata 508 w wersji sportowej
SONY DSC
też się dowiem
SONY DSC
W tle Dorota żona Tomasza Kurzewskiego
SONY DSC
stolik VIP
SONY DSC
Gospodarze rajdu Tomasz i Dorota Kurzewscy, czapki z głów za organizację imprezy.
SONY DSC
Wolontariuszki
SONY DSC
Stroje balowe.
SONY DSC
Wolontariusze którzy pomagali przy organizacji rajdu.
SONY DSC
Tylko wzdychać.
SONY DSC
Taki uśmiech ! Co tu pisać!
SONY DSC
Goście pozują do zdjęć bardzo chętnie.
SONY DSC
Wiceprezes NIK -u z żoną.
SONY DSC
Ach tylko wzdychać do takich dziewczyn, szkoda zę jestem nieśmiały bo bym się umówił na randkę.
SONY DSC
Lista gości w komputerach, Bianki nie ma na liście? Niemożliwe, bankiet bez Bianki i jej piór!
SONY DSC
Kolejka gości.
SONY DSC
Krzysztof Sikorski z małżonką.
SONY DSC
Gospodarz z Bianką
SONY DSC
Woceprezes NIK-u pozuje jak komunistyczny dygnitarz. Władze widać od razu.
SONY DSC
Przepiękna sceneria zamku Topacz, bajkowy widok! Sokołem jeżdziłem i muszę powiedzieć że nawet dobrze mi szło. Obok Rollsy.
SONY DSC
Oswietlenie roweru przepisowe, tylko trzeba mieć zapałki!
SONY DSC
Bez dwóch zdań sprzęt na stuprocentowy  podryw!
SONY DSC
Ale i moje bryki zrobiły spore wrażenie!
SONY DSC
Rolls Pana Darka Misiaka, ładnie zrobiony bez dwóch zdań.
SONY DSC
Unikat w postaci Pragi bardzo ciekawy samochód.
Austro Daimler ADR 8 Apolinarego Bartnickiego mega ciekawy pojazd zwiazany z historią polski. niedługo napisze wam o tym samochodzie. Ale niestety nigdy go juz nie zobaczycie, został sprzedany do niemiec. Był to ostatni supersamochód przedwojenny w Polsce
Austro Daimler ADR 8 Apolinarego Bartnickiego mega ciekawy pojazd związany z historią polski. Niedługo napiszę wam o tym samochodzie. Ale niestety nigdy go już nie zobaczycie, został sprzedany do Niemiec. Był to ostatni supersamochód przedwojenny w Polsce.
SONY DSC
Ale perły!
SONY DSC
Amerikan La France tutaj w drodze na rynek we Wrocławiu. Słynie z gigantycznego 14 litrowego silnika.
SONY DSC
A to jest sponsor rajdu Krzysztof Popławski i jego 518 tka kupiona na Litwie.
SONY DSC
Wystawa na rynku przyciągneła dzikie tłumy, dosłownie bo samochody nie były chronione taśmami, myślałem że mnie zadepczą.
SONY DSC
Sokół 1000 i jego właściciel.
SONY DSC
Sektor motocyklowy, tutaj musze zdradzić zę gospodarz imprezy ma ogromną kolekcję motocykli, Samochody to jego druga pasja.
SONY DSC
Bugatti Janka Pedy, Pamiętam go jeszcze w walizkach, Trudna i żmudna odbudowa! Szacun!
SONY DSC
Wystawa na rynku ciąg dalszy.
SONY DSC
Sektor 518 tek!
SONY DSC
Czym skorupka za młodu nasiąknie.
SONY DSC
Tył Bugatki, współczesne przepisy raczej by nie dopuściły takiego umiejscowienia zbiornika paliwa.
SONY DSC
A co to za dama w limuzynie? Chyba znam!
SONY DSC
Przejazd do Topacza-  dwie 518 tki i rajdowy fiacior.
SONY DSC
W takim korku mógłbym stać cały dzień.
SONY DSC
Polski Fiat 518 pędzi całe 80 km/h
SONY DSC
Ja z siostrą Tomasza Kurzewskiego która zrobiła te wspaniałe nagrody.

Jak znalazłem piękną Hispano Suizę na Litwie!

Większość znawców motoryzacji zabytkowej (czyli wszyscy) na pytanie gdzie jest najwięcej pojazdów zabytkowych bez zastanawiania się wskaże Francję (Muzeum braci Schlumf), ewentualnie Niemcy (Muzeum Sinsheim)lkub USA (Muzeum w Las Vegas). Niektórzy czasami nawet zaryzykują i powiedzą, że w Polsce. Co prawda, jakiegoś specjalnie wielkiego muzeum motoryzacji nie posiadamy, bo to co mieliśmy najcenniejsze, to za komuny pozamienialiśmy na niemieckie 190- tki w dieslu. Po upadku ustroju wywieźliśmy resztę, ale wtedy byliśmy już „cwaniaki” i do „okularników” kazaliśmy sobie dorzucać kasę – zawsze te parę tysiaków marek więcej. Czytaj dalej Jak znalazłem piękną Hispano Suizę na Litwie!