Autonostalgia bez nostalgii czyli tęsknota za lepszym

Po dłuższej przerwie postanowiłem wystawić się na, znanej już w Warszawie,  wystawie pojazdów zabytkowych o nazwie Autonostalgia. Imprezę wymyślił i organizuje do dzisiaj Mirek Bugajski, od dwóch lat z nowym partnerem biznesowym – Międzynarodowymi Targami Poznańskimi, które objęły część udziałów w tym biznesie. Wystawiałem się na pierwszej, drugiej oraz trzeciej edycji. W tym roku odbyła się już dziewiąta!

Decyzja o wystawieniu się na targach Autonostalgia wynikła z absolutnie błahej przyczyny, czyli miałem blisko z domu:) A jak wiadomo graty trzeba przewieźć, zawieźć itd.

Teraz pora na omówienie nowej lokalizacji tej imprezy. Jest to była hala Fabryki Samochodów Osobowych na ul. Modlińskiej. Właściciele tej hali to bardzo ciekawe osobowości warszawskiego biznesu. Pan Zbigniew Bogusz oraz synowie zakupili ten obiekt z wizją stworzenia tu centrum handlowego ale zawirowania biznesowe. a raczej finansowe, doprowadziły do stworzenia centrum wystawienniczego Global Expo, które moim zdaniem bardziej pasuje do tych hal (na tym terenie znajdują się dwie hale i duży budynek biurowy. Obecnie Global Expo funkcjonuje w jednej wyremontowanej hali).

Wjazd do Centrum Wystawienniczego Global Expo.
Mniejsza hala jeszcze nie oddana do eksploatacji.
Część biurowa Global Expo – jak widać całość ma spory potencjał i dobrą lokalizację!
Zdjęcie hali dwa lata temu po zakupie i pierwszych pracach polegających na oczyszczeniu suwnic i ramp hali. Hulał wtedy wiatr i gołębie. Teraz jest o wiele lepiej, aczkolwiek hala wydaje się mniejsza i niższa.
Czy coś wam mówi nazwisko właściciela Zbigniewa Bogusza?
Co młodsi właściciele pojazdów zabytkowych mogą nie wiedzieć, ale już wyjaśniam!

Z Panem Boguszem zetknąłem się bodajże w 1992 roku, w siermiężnej, jeszcze oddychającej powietrzem postkomunistycznym, Warszawie. Stworzył on wówczas pierwsze w Warszawie centrum handlowe o jedynej słusznej nazwie Bogusz Center. Lokalizacja to ul. Złota 44, czyli słynny wieżowiec projektu Liebeskinda (!). Wcześniej w tym miejscu znajdował się, wybudowany w 1991 roku pięciopiętrowy dom handlowy, w którym jedno całe piętro zajmował Pewex, a resztę wynajął pan Zbigniew. W domu towarowym Bogusz Center można było kupić towary luksusowe z całego świata. Pamiętam, że toczył on krucjaty z Pewexem z powodu zorganizowanej przez siebie pierwszej w Warszawie świątecznej stajenki, w której biegały żywe króliki, kozy, owieczki i co tam jeszcze – to już nie pamiętam! Ano ten wstrętny Pewex ślizgał się na tej stajence i zapraszał do niej swoich klientów! Zgroza!

Parę lat później zetknąłem się z Panem Boguszem przypadkowo w Józefowie pod Warszawą, gdzie mieszkałem. Prowadził on tam handel meblami Art Deco. Zakupiłem u niego nawet szafkę pod telewizor i mam ją do dzisiaj, ale przebranżowiłem na szafkę do przechowywania butów! Okazało się, że on też mieszka w Józefowie, nawet niedaleko mnie. Pamiętam, że miał straszną graciarnię na części posesji z różnymi dziwadłami, jak styropianowe rzeźby, pomniki i zdemontowane instalacje artystyczne. W 1998 roku Pan Bogusz dyskretnie przemknął się przez gazety z powodu śledztwa  w sprawie zaginionej ręki od rzeźby z Pałacu Kultury i Nauki.

I nagle miesiąc temu stał się bohaterem sporej afery. Publikację z Gazety Wyborczej autorstwa Tomasza Urzykowskiego przytaczam w całości ze względu na jej arcyciekawą treść, która przybliży wam temat.

PAŁAC ŻĄDA „PRZYJAŹNI“

Zarząd Pałacu Kultury i Nauki chce odzyskać słynną rzeźbę Aliny Szapocznikow „Przyjaźń“, którą w 1992 r. kazał wyrzucić z gmachu ówczesny dyrektor. Dzieło wybitnej artystki zabrał wtedy prywatny przedsiębiorca. Po 27 latach wystawia ją na sprzedaż.

Licytację zapowiedział Dom Aukcyjny „Desa Unicum“. W rozesłanym w środę komunikacie zaprosił do oglądania „Przyjaźni“ od 28 marca (dopisek mój – chodzi o 2019 r.).

Wartość rzeźby, która jest niekompletna (brakuje sztandaru i rąk przedstawionych postaci), oszacowano na 600-900 tyś. zł.

Wiadomość o licytacji postawiła na nogi zarząd Pałacu Kultury i Nauki. Wystąpił wczoraj do sądu o zabezpieczenie rzeźby, a od Desy Unicum zażądał wycofania  „Przyjaźni“ ze sprzedaży i jej bezzwłocznego zwrotu, informując, że z mocy ustawy samorządowej z 10 maja 1990 roku i decyzji wojewody z 7 listopada 1991r., jest ona własnością m.st. Warszawy „Wobec powyższego wyrażamy kategoryczny sprzeciw wobec wystawiania na aukcję przedmiotowej rzeźby celem sprzedaży. Rzeźba ta stanowi nielegalnie odłączoną część składową wpisanego do rejestru zabytków  obiektu Pałac Kultury i Nauki w Warszawie“ – stwierdziło w piśmie do domu aukcyjnego kierownictwo PKiN. Zagroziło, że „w razie niewydania rzeźby legalnemu jej właścicielowi, tzn. Miastu Stołecznemu Warszawie reprezentowanemu przez Spółkę Zarząd Pałacu Kultury i Nauki Sp. z o.o., wszczęte zostanie sądowe postępowanie o wydanie rzeczy“

Odlana z brązu „Przyjaźń“ przez prawie 40 lat znajdowała się w głównym holu PKiN. Powstała w wyniku konkursu zorganizowanego w 1953 roku na pomnik przyjaźni polsko-radzieckiej. Alina Szapocznikow przedstawiła dwóch mężczyzn w braterskim uścisku, trzymających oparty o ziemię sztandar. Jej dzieło wysoko ocenili historycy sztuki. W 1992 roku ówczesny dyrektor PKiN Waldemar Sawicki kazał wyrzucić „Przyjaźń“ na złom. Zajęła się tym firma Zbigniewa Bogusza. Przedsiębiorca miał podobno dostać rzeźbę w rozliczeniu za prace, ale nie ma na to dowodu na piśmie. W 1998 roku dziennikarki „Wyborczej“ Katarzyna Bielas i Dorota Jarecka dotarły za to do protokołu likwidacyjnego środka trwałego/przedmiotu nietrwałego z 16 maja 1992r., w którym wymieniono „Przyjaźń“. Podczas wynoszenia z PKiN posągi pozbawiono rąk i sztandaru, bo nie mieściły się w drzwiach. Bogusz zamiast na złomowisko zawiózł je na swoją posesję w podwarszawskim Józefowie. Cztery lata później odwiedziły go nasze dziennikarki. Mówił, że chce oddać rzeźbę któremuś z muzeów, ale żadne nie było zainteresowane. Socrealizm był w tamtym czasie źle widziany – wspomina Bielas. W 2007 roku PKiN został zabytkiem, a jego zarząd wyraził chęć odzyskania dzieła Aliny Szapocznikowej. O powrót „Przyjaźni“ na dawne miejsce upomniał się także stołeczny konserwator zabytków „Ta rzeźba była częścią wystroju Pałacu. Jej usunięcie to ewidentna kradzież. To, że jednemu panu dyrektorowi się nie podobała, nie jest powodem by ją wyrzucać“ – oświadczyła wtedy Agnieszka Kasprzak-Miler z biura konserwatora. Przedsiębiorca nie zamierzał już jednak oddać posągów.

– Nie ma dokumentu, który potwierdzałby przekazanie rzeźby temu panu. Zrobiliśmy rozeznanie wśród naszych wieloletnich pracowników i nikt z nich nie pamięta takiej darowizny. Nie zachował się też u nas protokół likwidacyjny z 1992 roku. Ale sam fakt wykreślenia obiektu ze stanu nie oznacza, że ktoś może go sobie zabrać – mówi Sebastian Wierzbicki, wiceprezes zarządu PKiN.

Co na to Desa Unicum? Reprezentująca go Agnieszka Marszał przesyła nam stanowisko zarządu firmy: „Sprawa własności „Przyjaźni“ jest bezdyskusyjna. Właściciel nie posiada dokumentu potwierdzającego decyzję o likwidacji i przekazaniu mu rzeźby, natomiast taki dokument – co jest wiedzą powszechną – znajdował się w archiwum PKiN. Istnienia dokumentu nikt nie podważa i nie podważał, wielu świadków, a także relacje medialne potwierdzają jego treść. Ani właściciel, ani dom aukcyjny nie odpowiadają za to, że dokumentu „nie można dziś znaleźć w archimum PKiN“ Jeśli własność dzieła sztuki nie budzi wątpliwości – a tak jest w tym przypadku – to zgodnie ze standardami każdego domu aukcyjnego na świecie można takie dzieło wystawić na sprzedaż“

Czy Desa Unicum wstrzyma aukcję? Agnieszka Marszał odpowiada: „Nie widzimy podstaw, aby PKiN mógł „ odzyskać“ rzeźbę, która od 27 lat do niego nie należy, którą sam 27 lat temu z własnej woli kazał „zlikwidować“  i przekazał w rozliczeniu za usługę „likwidacji“.

Zdjęcie pomnika z archiwum gazeta.pl, pomnik stoi jeszcze w holu Pałacu Kultury i Nauki
Zdjęcie z domu aukcyjnego Desa Unicum, jak widać kapitalizm nie był łaskawy dla tego dzieła sztuki. Bardzo szkoda że nie szanujemy własnej historii.

Tuż przed oddaniem tego artykułu do druku dotarła do nas wiadomość, że w poniedziałek rano dojdzie do spotkania przedstawicieli PKiN i Desy Unicum“.

Mam nadzieję, że temat jest ciekawy, nie wiem jak sprawa się zakończyła, bo zrobiło się cicho, a artykuł w „Wyborczej“ pochodzi sprzed miesiąca.

Osobiście uważam, że ówczesny dyrektor PKiN miał nieuruchomioną funkcję myślenia, ponieważ Szaposznikow już wtedy była bardzo znana na świecie a resztę możecie sami ocenić! A tak swoją drogą to Pan Zbigniew Bogusz ma ciekawszą historię niż co niektóre zabytki motoryzacji na wystawie!

Dosyć plotek, wracamy do samej imprezy. Zorganizowałem duże 100-metrowe stoisko, aby pokazać samochody, które możecie zobaczyć i poczytać o ich odbudowie na moim blogu. Są to trzy pojazdy, czyli Essex Super Six z 1927, Ford Model T z 1924 oraz Polski Fiat 518 z 1933 roku. Pokazałem też motocykle czyli Iża 49 z 1955 roku, MV Agustę w oryginalnym stanie z 1964 roku oraz z 1991 roku Peugetota XP AV – motorower, który wykonał Peugeot jako kopię Hondy 125, co skończyło się kosmiczną awanturą i zaprzestaniem produkcji. Dodatkowo pokazałem też ikony PRL-owskiego designu czyli cztery fotele RM 58 Modzelewskiego.

Ikony zabytkowej motoryzacji z naszej kolekcji, oczywiście na czerwonym dywanie. Konkurencji opadły szczęki!
Pokazaliśmy też kultowe fotele RM 58 Modzelewskiego, które pochodzą z  mojej i Bianki kolekcji mebli PRL.
Jedną z ciekawostek naszego stoiska były motocykle.  Na pierwszym planie Iż 49 produkcji Iżewskiej Fabryki Motocykli z 1955 roku. Kupiłem  go w wieku 20-tu lat od chłopa pod Rawiczem i wyremontowałem w tamtych siermiężnych czasach. Nigdy nie był produkowany w takim kolorze, ale młodość to rewolucja, też jak widać w kolorach!
Pokazaliśmy też wyścigową MV Agustę w stanie nierestaurowanym. Do dzisiaj ta firma produkuje jedne z najdroższych motocykli wyścigowych. Po ożebrowaniu cylindra widać, że i w tamtych czasach motocykl miał potencjał !

Nazwa TS Regle na stoisku to nasza druga natura czyli klub biegowy ze Szklarskiej Poręby, który mnie i Biankę trenuje! Namawialiśmy więc do biegania posiadaczy pojazdów zabytkowych:)

Sama hala zrobiła na mnie dobre wrażenie. Łatwa logistyka i sam klimat hali z suwnicami i wyposażeniem fabryki FSO – to wszystko robi wrażenie.

Teraz o stoiskach innych klubów, bo przecież swojego nie będę chwalił! Bardzo duże stoisko zrobił klub CCC czyli Casual Classic Club. Prezesem klubu jest pochodząca z Holandii Tess, która od kilku lat mieszka wraz z mężem Paulem w Polsce i robi tu biznesy m in. w branży farmaceutycznej. Na Autonostalgii zorganizowali oni całą strefę o nazwie British Luxury Cars. W klubie znajdują się członkowie rekrutowani głównie z wysokich stanowisk kierowniczych i właścicele dużych firm zagranicznych. Wszystkich wiążą wspólne biznesy i prawie wszyscy są głównie anglojęzyczni. Hermetyczne środowisko nie zapraszające do swojego grona  osób postronnych. Flagowym samochodem Tess jest szary wyścigowy Bentley Sport z 1936 roku, perfekcyjnie odrestaurowany. Na stoisku znajdowała się, praktycznie niezauważona przez zwiedzających i nawet wystawców, bardzo ciekawa czarna limuzyna Bentley Continental S1 z nadwoziem H. J. Mullinera  z roku 1965, zbudowana na specjalne zamówienie dla aktora Gary Coopera. Niestety nie nacieszył się on tym pięknym samochodem, bo zmarł na raka. Szkoda, że pojazd nie miał żadnego opisu swojej historii dostępnej dla publiczności. O samochodach klubu CCC jeszcze będzie póżniej.

Stoisko klubu CCC czyli Casual Classic Club nasz konkurent na tej wystawie!
To też cześć ekspozycji klubu CCC – nowiutkie Astony w różnych wersjach, jest to cześć ekspozycji o nazwie  British Luxury Cars, na stoisku było dużo nowych samochodów, co zaskakujące bo nazwa wystawy to Autonostalgia. Ale jak widać czym chata bogata!

Ładną prezentację klubową zrobił klub Fiat Varsavia, natomiast Klub Porsche przedstawił modele 911 i inne  w poszczególnych latach produkcji – stoisko zorganizowane nie pod hasłem Autonostalgia, ale raczej pod hasłem „Tęsknota Za Lepszym”.

Stoisko klubu Porsche, tradycyjnie, klasycznie trochę nudno.

Dla mnie prawdziwą bombą był pokój w stylu PRL, wykonany przez klub Giełda Klasyków. Sam jestem miłośnikiem mebli z tej epoki i mam ich kilometry (teraz wyrzucają, to biorę). Ogołociłem kilka wychuchanych mieszkanek po babciach, których ukochane wnusie sprzedawały to wyposażenie za kilka stów. Prawdziwa Nostalgia, no i ktoś zadał sobie trud żeby te graty przewieźć i poukładać.

No to to rozumiem! To jest Nostalgia! Brakuje tylko zabytkowych plomb komorniczych na meblach:)
Telewizor jak widać lekko tuningowany, ale wiadomości z epoki w dzisiejszych czasach absolutnie odprężające! Zegar rosyjski!

Stoisko gazety Automobilista poświęcone maluchom też fajne.

Na stoisku jest naczelna Automobilisty Pani Ciurzyńska! Znamy i plotkujemy!

Najważniejsze dla mnie, i jest to trend od kilku lat zauważalny, to prawie wszystkie samochody są bardzo zadbane i wychuchane.

Trochę dziwne są stoiska firm restaurujących pojazdy komercyjnie. Z reguły targają grata pochodzenia amerykańskiego, takiego osranego, beczkę po oleju i stolik. I czekają na klienta? Trochę nie kumam tego marketingu, ale może działa na klientów.

Odnośnie samochodów z lat 1970-80 oraz 90-tych głosu nie będę zabierał, bo myślę, że wyczerpująco na ten temat wypowiedzą się inni blogerzy i redaktorzy gazet typu Classic.

Jako specjalista od samochodów przedwojennych na Autonostalgii miałem tylko jednego konkurenta czyli Bentleya Pani Tess z Casual Classic Club. Jak tylko przyjechałem Fordem T – z Nieporętu na kołach – na targi w piątek, to od razu wpadłem na Tess, która parkowała swojego Bentleya. Była zszokowana, że Fordem przyjechałem na kołach i że w ogóle mam taki samochód. Zademonstrowałem pojazd, ba! nawet zrobiłem szybki kurs działania, co wprawiło właścicielkę Bentleya w jeszcze większy szok. Automat? Ale jak, 100 lat temu? Tak po prostu naciskasz pedał i jedzie, a jak chcesz się zatrzymać, to hamujesz drugim, a wsteczny to naciskasz trzeci pedał?

Rozeszliśmy się do ustawiania swoich stoisk. W sobotę rano przybiega na nasze stoisko Tess i w szoku! A my czerwone dywany, designerskie meble, no w ogóle, jak przed wojną mówili, prawdziwy sznyt. Okręciła się na pięcie i tyle ją widzieliśmy!

Nasze stoisko wywołało na Autonostalgii ogólne poruszenie, raz że samochody nie opatrzone, bo wystawiam je raczej sporadycznie na wystawach, a dwa, że z początków motoryzacji, co teraz jest coraz większą rzadkością.

W sobotę frekwencja była niższa, ale zawsze w niedzielę  ludzie przychodzą tłumnie, nie inaczej było teraz. Ze względu na fakt, że Tess nas nie odwiedza, to poszliśmy do niej.

Na naszym stoisku mieliśmy ogromny ruch i nie wiem ile razy opowiadałem o historii pojazdów.

Pokazałem też motocykl powojenny marki Iż 49 z 1955 roku, który kupiłem jak miałem 20 lat! Przez 30 lat trzymałem go w swojej kolekcji i teraz przyszła pora odkurzyć grata! Jak go kupowałem  to on nie był oldtimerem, a teraz jesteśmy obaj!

W niedzielę na koniec imprezy przyszedł na nasze stoisko Philip Moran, australijczyk, który mieszka w Warszawie. Do legendy przeszła historia opowiedziana mi przez Tomasza Skrzelińskiego, jak kilka lat temu Moran jechał swoim Rollsem  przez jakąś wiochę i ten Rolls mu się zepsuł. Tubylcy się nim zaopiekowali i gościli przez 3 dni, a w dodatku okazało się, że wiochę dalej jakiś chłopak miał praktyki w Rolls Roysie i potrafi je naprawiać (w sumie nic w tym zaskakującego bo w fabryce Rolls Roysa w Anglii, 70% rzemieślników to Polacy! Mamy po prostu dobrych fachowców.) Dorobił potrzebne narzędzia i naprawił mu Rollsa. Przez trzy dni tak gościli Philipa, że na stałe został w Polsce, zakochał się w niej i napisał nawet książkę pt. „ Kraj z księżycem“ .

Otóż ten Moran przyszedł na nasze stoisko, ubrany elegancko w angielskim stylu, stanął koło mnie i mówi, że tej Tess od Bentleya ukradłem show. No powiem szczerze, że był to dla mnie prawdziwy komplement.

Zdobyliśmy pierwsze miejsce za najpiękniejszy pojazd – Polskiego Fiata 518 z 1933 roku. Ja, biedny polski kolekcjoner, zwyciężyłem z milionerką!

Jak to mówił Jay Leno amerykański kolekcjoner , który co roku przyjeżdża nad jezioro Como we Włoszech, gdzie zjeżdżają się milionerzy ze swoimi samochodami zabytkowymi i rywalizują z miliarderami, którzy też przywożą swoje zabytki – „od czasu do czasu zwycięża biedny milioner!”. Czego i wam życzę! Do zobaczenia za rok na Autonostalgii.

Nasze meble wywołały nie mniejsze zainteresowanie niż automobile. Na hasło, że pochodzą z głębokiego PRL-u – Szok! Jeszcze trzy lata temu, jak jeździłem w Karkonosze, to w Jagniątkowie jak była akcja gabaryty to przywoziłem takie meble i żyrandole znanych projektantów. Wiadomo, obecnie  IKEA rządzi!
Nasz Polski Fiat 518 jak zawsze wzbudzał spore zainteresowanie !
Był u nas Jaś Fasola i zostawił swojego misia, spokojnie zaopiekujemy się i będziemy co wieczór usypiać!
Odwiedził nas nowy prezes (tak, tak! miesiąc temu stary abdykował) Leopolis Grand Prix czyli organizator kultowych wyścigów ulicznych we Lwowie! Byłem tam zwycięzcą. Nowy prezes nazywa się Bojko Ostan! Życzymy sukcesów!
Bianka w stroju z epoki, tylko jakoś nie kojarzę, żeby kobiety sto lat temu miały sukienki po samą dupę. Ale ze zwiedzających nikt się nie zorientował!
Jak to mówił Nikodem Dyzma – pucu nigdy nie za dużo !
Nauka wysiadania z Forda Modelu T.
Samochód posiada nadwozie typu Torpedo ze składanym dachem bez bocznych szyb, w trakcie deszczu nawet gacie są mokre.
W takim samochodzie szuba czyli kożuch to konieczne wyposażenie kierowcy i pasażera! Współcześnie również!
Widok z miejsca pracy kierowcy, widoczny kierunkowskaz obsługiwany ręcznie. Świeci w nocy!
Nasz znajomy Hubert przymierza się do Forda, jak widać bryka pasuje!
Hubert miał przez długi czas Mini Coopera S, z którym przez wiele lat toczył boje i bezustannie mu się psuł. Kupił go za 25 tyś, wsadził 70 tyś i za parę lat sprzedał za 18 tyś. Nie miał do niego serca!
Kożuch tak jak szampan pasuje na każdą okazję !
W niedzielę Targi Autonostalgia szturmowały tłumy, pomimo dosyć drogich biletów po 35 zł.
Niekwestionowany zwycięzca w klasie pojazdów PRL. Użytkowy polonez z HDS-sem do 800 kg udźwigu. Samochód jest fabryczny i wykonano tylko cztery sztuki. Prawdziwa perła!
Ach Junak! Miałem takiego tylko z wózkiem !
Bianka na tle Stara ! Szacunek dla kolekcjonera, który ratuje te pojazdy.
W hali było z 500 samochodów, z czego przedwojennych sześć sztuk! Jak widać każdy chce mieć Porsche!
Nagrody, Nagrody! My zdobyliśmy za stoisko i najpiękniejsze przedwojenne samochody !
Pokazaliśmy też obraz malarza Greya ze Lwowa, który zawsze na GP Lwowa wybiera jeden samochód i go maluje! Dwa lata temu namalował naszego Forda, na pierwszym planie Bianka, potem nasz znajomy Gienek (Gieniu, życzymy zdrowia!) i w samochodzie ja!
Twórca i organizator Autonostalgii Mirek Bugajski. Szacun za wytrwałość w dążeniu do celu!
Warszawa i właściciel saturatora z PRL-u. facet nie wyczuł biznesu bo my w Topaczu mamy taki saturator i go odpalamy na wystawie! Woda z sokiem dwa złote. Przez weekend w Topaczu zarobiliśmy na wodzie z sokiem trzy tysiące!  Myślę, że on też by zarobił. A siedzi ! A przedsiębiorczość to też PRL!
Z kobietami zjawiskowymi na Autonostagii było krucho ale coś tam znależliśmy !
Jak widać Iż miał swój wierny fanklub! Jak się na tym jezdziło?  Ano normalnie!
Promowaliśmy też klub biegowy, którego jesteśmy członkami i z którym trenujemy. Widać też mój (kawalerski jeszcze) motocykl, którego kupiłem jak byłem bardzo, bardzo. bardzo młody!
Mercedes pochromowany przez mgr.inż Huberta Michałowskiego, który jest wiernym czytelnikiem naszego bloga. Dziękujemy za miłe odwiedziny na naszym stoisku.
I syrena też z jego rąk, muszę powiedzieć, że bardzo ładna!

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *