Wszystkie wpisy, których autorem jest Ryszard_blog_auto

Baden Baden-raj automobilowych milionerów

Zgadnijcie, ile może być zarejestrowanych samochodów zabytkowych w mieście, którego populacja wynosi 50 tysięcy mieszkańców? Zgadujcie śmiało! Tysiąc, może dwa, no chyba że cztery tysiące! No, ale to niemożliwe! Aż tyle?! Kochani czytelnicy mojego bloga, w Baden Baden zarejestrowanych pojazdów zabytkowych jest 25 000! Kosmos kosmosów w kwestii oldtimerów.

Nic dziwnego, mieszka tam 200 milionerów i 8 miliarderów! A w przyzwoitym towarzystwie mile widziane jest posiadanie samochodu zabytkowego, a najlepiej – całej kolekcji! Czytaj dalej Baden Baden-raj automobilowych milionerów

Urania – jak z kaczuchy zrobił się łabędź!

Wiele, wiele lat temu, jak jeszcze Allegro było małym sklepem internetowym, kupiłem na nim pojazd w celu przekazania go do muzeum setek (najczęstsza pojemność mopedów w czasach przedwojennych to 100 cm3), zorganizowanego przez Katarzynę Kuligowską z Legionowa, rzeczoznawczynię oraz miłośniczkę właśnie takich pojazdów. Muzeum było prywatną inicjatywą i znajdowało się w domu Pani Katarzyny. Większości miłośnikom motocykli jest to osoba znana dzięki napisanej przez siebie książce o motocyklach Podkowa, produkowanych w Legionowie. Było to wiele lat temu, ale wydaje mi się, że książkę nadal można kupić. W kolekcji autorki znajdowały się motocykle Podkowa, Sokół 600 oraz cała masa setek w różnym stanie technicznym. Muzeum zostało otwarte i mój pojazd, czyli Urania znajdowała się obok innych podobnych sprzętów. Ja, ze względu na charakter lokalnego patryjoty, jak mogłem to pomogłem, żeby muzeum wesprzeć. Wiadomo, w żyłach płynie benzyna! Czytaj dalej Urania – jak z kaczuchy zrobił się łabędź!

Verva Street Racing – czyj tyłek ładniejszy!

Kultowa impreza dla miłośników wszystkiego co jest mega szybkie, warczące, wyciąga 300 na godzinę i kosztuje milion albo dwa.

Verva kiedyś obywała się w centrum Warszawy. Obok prezentacji samochodów, były jeszcze wyścigi pokazowe dla publiczności na pętli wokół Placu Teatralnego. Obecnie formuła Vervy zmieniła się na bardziej statyczną. Impreza odbywa się na stadionie, na którego błoniach prezentowane są samochody, a wieczornym gwoździem programu jest występ gwiazd brytyjskiego show TOP GEAR, czyli kultowy angielski program na żywo. Wszystko oczywiście biletowane.

Moje odwiedziny ograniczyły się do parku maszyn zlokalizowanego na błoniach stadionu (w trakcie występów brytyjskiego teamu jest calkowity zakaz filmowania i fotografowania!). Na zdjęciach poniżej chyba najciekawsze samochody. Pomijam atrakcje pt. „Repliki samochodów filmowych” bo jest to – przynajmniej dla mnie – koszmar nie do przełknięcia. Poglucone sprzęty mające udawać batmobil czy inne super bohaterskie cuda motoryzacji. Ale wróżę niestety, że pomysłodawca przy próbie komercjalizacji, typu objazdowa wystawa, może odnieść sukces. Koszmar zawsze przyciąga! Czytaj dalej Verva Street Racing – czyj tyłek ładniejszy!

Pierwsze prace przy Fordzie T – czyli płaci Pan 175 000 zł za usługę!!!

Ford T – czyli koszt naszej usługi to 175 000 zł!!!!

Samochód, który wam teraz  zaprezentuję, jest moim jednorożcem. Od dnia zakupu mści się na mnie za to, że go rozebrałem (aczkolwiek nie osobiście). Nie było ani jednego tematu związanego z tym pojazdem, który by przebiegał sprawnie i w uzgodnionej cenie. Prawdziwym horrorem była współpraca z wszelkiej maści „specjalistami” Czytaj dalej Pierwsze prace przy Fordzie T – czyli płaci Pan 175 000 zł za usługę!!!

Bądź Pan człowiekiem, czyli skąd u mnie sfora psów!

Jak budowałem swój dom pod Warszawą to zachowałem stałe proporcje domu czyli 100 m2 powierzchni mieszkalnej oraz 100 m2 powierzchni garażowej! Czyli niby luz, a jednak po latach okazało się, że i tak układam tu bryki piętrowo! Zwłaszcza na zimę.  Ale nie o chacie mam pisać, tylko o trzódce, która na działce mieszka, plącząc się pod nogami od świtu do zmierzchu. Moim pechem jest to, że mieszkam… obok schroniska dla psów i kotów. Niby nic, ale jak była budowa mojej chaty to siedzieli tam przez pół roku robole. Ba, nawet przywieźli ze sobą przyczepę z Julinka (kiedyś była tam szkoła cyrkowa i stały „tabory”). W przyczepie było 10 łóżek i kuchnia. Niestety brak był toalety, ale od czego jest Toi Toi dla pełni luksusu! Więc panowie mieszkali tam i nocowali,  jedynie, z tego co zauważyłem z dużą dozą niechęci, raz w miesiącu jechali na weekend do domu. W dzisiejszych czasach to już prawie w zaniku, teraz ekipa budowlana przyjeżdża busem, mądrzy się i o 16-tej daje nogę do domu. Ale moi robole to była prawdziwa szkoła budownictwa. Panowie pracowali, gotowali, spali i nawet panienki po wypłacie zapraszali do mnie na działkę,  chwaląc się, że to ich chata! (na szczęście zawsze mnie to omijało, ale sąsiad się skarżył, że sodoma i gomora). Czytaj dalej Bądź Pan człowiekiem, czyli skąd u mnie sfora psów!

Jak biały „ślubowóz z PRL-u” okazał się Polskim Fiatem 518 i jak jeździ się „bryką” Admirała!

Bardzo wiele lat temu kupiłem ślubowóz, czyli dużą limuzynę pomalowaną na biało z niebieskim paskiem wzdłuż karoserii i siedzeniami obszytymi złotym sztruksem z Pewexu. Do tego klamki od szafy i kołpaki własnej roboty. Wóz nawet nie był specjalnie drogi.
W dzisiejszych czasach wozów ślubnych jest zatrzęsienie, natomiast w latach osiemdziesiątych czy dziewięćdziesiątych było ich niewiele i za wesele brało się 3-4 a nawet 5 tysięcy! Nie mam na głowie tyle włosów, ile ten Fiat przewiózł par młodych.
Ale nie o weselach mam Wam pisać.
W momencie kupna wóz był jeżdżący, ale mocno już spracowany. Po wielu latach odbudowy ze ślubowozu udało mi się wyczarować wspaniały i zjawiskowy samochód. Czytaj dalej Jak biały „ślubowóz z PRL-u” okazał się Polskim Fiatem 518 i jak jeździ się „bryką” Admirała!

Amerykanin w Warszawie – mój pierwszy samodzielnie odremontowany samochód zabytkowy!

Kilka słów o historii powstania mojej bryki, zanim weźmiemy się za jej psucie!

Matecznik producentów samochodów w Ameryce to oczywiście Detroit – ciemne zaułki, szemrane towarzystwo i Panie lekkich obyczajów. Do miasta w 1909 roku przyjechało kilku biznesmenów, chcących zarobić na produkcji automobili, tak jak zrobił to Henry Ford zyskujący sławę i fortunę. Między nimi był Roy Chapin i Howard Coffin, którzy, nieposiadając tak dużego kapitału, namówili niejakiego Josepha Hadsona do wyłożenia gotówki na ten pomysł. Hadson był bardzo majętny i poza wieloma kupieckimi firmami posiadał największy dom handlowy w Detroit. Założenia nowej spółki to produkcja samochodów lepszych od Forda, ale nie luksusowych. Pierwszy bardzo udany samochód opuścił fabrykę jeszcze w tym samym roku! Obecnie byłoby to niemożliwe! Wyprodukować samochód i stworzyć fabrykę w 6 miesięcy! Ale Czapin i Cofinn chcieli zarobić i wiedzieli jak to się robi! Czytaj dalej Amerykanin w Warszawie – mój pierwszy samodzielnie odremontowany samochód zabytkowy!